PROSZĘ POMÓŻ MI WYGRAĆ BATALIE O ZYCIE ....

Bank Zachodni WBK Odział 1 Kielce: 86 1090 2040 0000 0001 1113 97 44

w tytule wpłaty: KAROLINA DZIENNIAK
Fundacja z Uśmiechem, ul. Paderewskiego 11/39, 25-001 Kielce

wtorek, 31 lipca 2012

[17] WCIĄŻ CZEKAM NA LEPSZE WIEŚCI...

Trzymam się jeszcze w pionie
Wiem, że muszę , nie tylko dla siebie ale dla moich bliskich...
Dzisiejszy dzień nie przyniósł niestety dobrych wiadomości.
W sumie czekałam na telefon z onkologii, a kiedy tylko zadzwonił drżałam z przerażenia...
Cóż, mój mózg nie odpocznie za długo... Już chyba mam to wpisane w swój życiorys.
Dzisiejszy " kominek radiologiczny" zaniepokoił obraz mojego ostatniego rezonansu... W sumie dowiem się w czwartek wszystkiego , ale wstępnie wiem, że konieczne jest powtórzenie zeszłorocznej biopsji, żeby potwierdzić albo wykluczyć czy ten piekielny SYF nie zezłosliwiał jeszcze bardziej. Są pewne niepokojące przesłanki w obrazie radiologicznym...
Wszystko się we mnie kłębi w środku, na moment straciłam kontakt z rzeczywistością.
Dostałam kolejnego strzała prosto w twarz !!!
W sumie nastawiłam się już psychicznie , na te naświetlania ale opcji że może to być już glejak IV stopnia nie brałam w ogóle pod uwagę.
Wiem, że nie powinnam na razie sobie tego przybierać do głowy. To na razie niepotwierdzone przypuszczenia, ale co zrobię jeśli okażą sie prawdziwe???
No co ???
Sama myśl o kolejnym grzebaniu w głowie mnie przeraża... Dopiero co zaczełam dochodzić do siebie... i co ??? ...
I znowu ten czas... który mnie goni nieustannie, a wszystko takie pomieszane i nieuporządkowane. Niby coś się dzieje, a z leczeniem ciągle stoję w miejscu. 19 sierpnia minie przecież dwa miesiące od ostatniego rezonansu , który wykazał progresję... 
Skąd brać na to wszystko siły ???
Wszyscy naokoło mi powtarzają będzie dobrze, musi być, nie ma innej opcji ale co innego człowiek może powiedzieć choremu... no nic...
Przetrwam wszystko, każdy ból ale proszę tylko o malutki cień nadziei ... wypatruje maleńkiego światełka w tym ciemnym tunelu.
A co widzę ??
Na razie tylko czarną wielką otchłań.
Czekam co przyniesie sądny czwartek...
Dziewczyny !!!  Nie czekajcie na mnie na górze, ja jeszcze muszę tu zostać...


[16] PRZETRWAĆ KRYZYS... ZNALEŹĆ ZŁOTY ŚRODEK...

Spać nie mogę...
To już , któryś dzień z kolei i jest mi z tym coraz ciężej...




Z każdym dniem uświadamiam sobie jak kruche jest życie i jak mało w  nim osiągnęłam... jak niewiele zrobiłam... Przykre, ale prawdziwe... i te ciągłe pytania czy jeszcze zdążę ??? ...
Jak mam sie nie poddawać ??? Jak walczyć kiedy los tak mnie ostatnio doświadcza...
Tak bardzo pragnę przerwać to pasmo ostatnich nieszczęść tylko nie wiem jak...
Co ja bym dała, żeby móc się jutro obudzić i znaleźć złoty środek... Tylko jak to zrobić ???
Czuje dzisiaj ogromną pustkę, ogromny żal, pretensje do całego świata... Buntuje sie już nie tylko moje ciało, w którym zagnieździł się pasożyt, ale buntuje się przede wszystkim moja dusza.
Wszyscy chcą widzieć we mnie bohaterkę,  która idzie do przodu z podniesioną głowa i się nie daje. A to tylko zwykła , zatrwożona ja... Żadna ze mnie wojowniczka, a zwyczajny tchórz... Strasznie się boję ... nienormalnym byłoby gdybym się nie bała.
Najgorsze jest poczucie, że życie toczy się dalej. Ktoś obok się raduje, weseli, planuje a ja żyje od roku a teraz tym bardziej z dnia na dzień.
Stałam dzisiaj nad grobem Dorci , patrzyłam , słuchałam i czułam , że odeszła razem z nią  pewna cząstka mnie.
I dzisiejsza data 30 lipiec... to byłyby 31 urodziny mojej Ani. Wiem, że tam ktoś na górze wiedział co robi, ale trudno pogodzić się z tym faktem , kiedy w jednym dniu po raz kolejny człowiek uświadamia sobie, że dwóch jakże ważnych i bliskich dla niego osób już nie ma. Za chwilę przychodzi paniczny lęk o siebie. 
Stojąc dzisiaj nad grobem Dorci i zapalając świeczkę nad grobem Ani przez chwilę przemknęła mi myśl , że po coś tu jednak jeszcze zostałam. Mam do spełnienia ważną misję i one dwie liczą i czuwają nade mną. Bo jakże to inaczej wytłumaczyć, że dwie osóbki które pocieszały mnie w mojej chorobie, krzepiły i zapędzały do walki odeszły, a ja nadal jestem...
Nic nie dzieje się bez przyczyny...
Próbuje się cieszyć tym co mam, ale coś opornie mi to ostatnio wychodzi. Czas się jakoś dziwnie zatrzymał. Czuje , że stoję w miejscu... a czas mnie tylko goni.
Najgorsza jest  świadomość, że jest jakiś plan , któremu muszę sprostać , który muszę wykonać !!! Gdzieś tam daleko czeka na mnie być może jakiś ratunek... szansa na normalne życie, bez choroby bez tego całego cyrku. Dostrzegam w tym całym zamieszaniu światełko w tunelu i wielką szanse dla siebie. Jednak to wszystko chociaż robi się coraz bardziej realne na ta chwilę jest jeszcze nieosiągalne.
Dopadł mnie mega kryzys i słowa " będzie dobrze" już do mnie na tą chwilę nie docierają. Nie poddałam się, ale opadłam już dzisiaj z sił.
Wiem, że po nocy przychodzi dzień ale u mnie te noce nie chcą ostatnio mijać.
Mam nadzieję, że w końcu wyjdzie i zaświeci dla mnie słońce..

piątek, 27 lipca 2012

[15] KRZYCZĘ...WIĘC JESTEM...

Kolejny zwykły dzień, a przyniósł kolejne złe wiadomości...
To już chyba jest wpisane w moje życie, że nie mogę za długo być szczęśliwa, radosna, uśmiechnięta...
Tak było i dzisiaj...
Szybka poranna mobilizacja... raz , dwa i hasło: " Jak dobrze byłoby mieć włosy !!! " Cóż nie jest to marzenie, którego w dzisiejszych czasach nie dałoby się spełnić. Pełna mobilizacja Bączka i wyruszyłyśmy w poszukiwaniu mojej upragnionej  fryzury. Chciałam dzisiaj ładnie wyglądać w końcu to 27 lipiec i 33 urodziny Hubiego. Planowałam, że ten dzień będzie inny niż ostatnie, niestety jak zwykle nie wyszło. W drodze powrotnej już w pełnym owłosieniu w kolorze blond poczułam  niemoc. Chwilę przed wydawało mi się , że mogę góry przenosić. Nic bardziej mylnego, to było chyba złudzenie optyczne... Brak sił dał o sobie znać i tyle było z mojej wyprawy. Nie mniej jednak szczęśliwa wróciłam do domu. Ciągle wydaje mi się, że wszyscy ludzie na mnie patrzą i wiedzą, że to co mam na głowie to nie moje !!! Ale patrząc na siebie w lustro, szybę w samochodzie czułam się sobą , taka prawdziwa JA sprzed roku, sprzed choroby. I co ?? niech ludzie wiedzą i patrzą wiem , że to peruka .Gdyby nie fakt, że czacha mi prawie dymiła z gorąca to byłam Ja taka stara dawna Kala...


Zapomniałam... znowu zapomniałam, że naprawdę jestem chora... to była tylko chwila, ale jaka beztroska i taka prawdziwa... Było i szybko minęło...
Czar prysnął jak bańka mydlana, kiedy tylko przekroczyłam próg domu i zobaczyłam mine mamuśki. Ostatnio wystarczy , że tylko na nią spojrzę i bez zbędnych słów wiem , że chce mi przekazać coś złego... Tym razem nie było inaczej...
Mój Niuniul... Dorcia... odeszła na zawsze... dzisiaj , kiedy ja niczego nieświadoma i pełna dobrego humoru jechałam w poszukiwaniu swojego nowego - starego Ja...
Piszę i krzyczę i tylko dlatego wiem, że ciągle jestem...
Już nawet zapomniałam o tym , że niezbyt dobrze się czuję.
Ciągle o Niej myślę , o naszych zeszłorocznych nocnych, szpitalnych rozmowach, o naszym podjadaniu kabanosów i czekolady w środku nocy. Nigdy nie zapomnę tego widoku i naszego śmiechu, kiedy o 2:00 w nocy obudził mnie sterydowy głód  i nie pozwolił juz zasnąć... Dreptałam wtedy do szpitalnej lodówki na korytarzu i wyciagałam wszystko co miałam. To wtedy Dorcia solidarnie albo zwęszyła swoim noskiem zapach jedzonka wyrwała sie ze snu i wręcz zażądała podziału zdobytym jedzeniem . Wyjadłyśmy wtedy wszystko co było.. Smak kabanosa przegryzanego goją w czekoladzie i czekoladą z toffi... bezcenne...
Słysze jej głos w telefonie... wspominam nasze plany... wspólny wyjazd do Kazimierza Wielkiego...
I ta piosenka , która zawsze będzie mi sie juz z Nią kojarzyć...


Ból rozrywa mi znowu serce... Szukam w tym Bożym Planie jakiegoś sensu...
Nie znajduje odpowiedzi...
Śpijcie i czuwajcie nade mną moje dwa Aniołki...
Wiem, że muszę teraz walczyć ze zdwojoną siłą... dla Dorci i dla mojej A.
Ktoś musi przecież przerwać tą falę nieszczęść , te niezbyt udane żniwa ...
Może to będę Ja ...


wtorek, 24 lipca 2012

[14] TO CO MAM .. TO SERCE, KTÓRE JESZCZE NA WSZYSTKO STAĆ...


Jestem w domku...
jest łóżeczko, jest TV jest pilocik...
Nareszcie... bo gdzie mi będzie lepiej , niż przy mojej rodzince. Nigdzie !!!
Szkoda , że powrót tylko na chwilkę, ale cieszę się każdą chwilą. Chłonę od wczoraj każdy dzień... Nawet nie wiem kiedy minął mi wczorajszy poniedziałek... a raczej jego południe i dzisiejszy pełen stresu, strachu na Onkologii.
Za każdym razem kiedy przekraczam próg Instytutu Onkologicznego w Gliwicach poraża mnie strach... dzisiaj było zupełnie inaczej. Całkowity spokój... jakieś dziwne zobojętnienie.... nie było strachu , były tylko nerwy... Ciągle dzwoniący telefon, tysiące wiadomości i gdzieś pomiędzy tym ja... zmęczona już tym wszystkim , nie mająca ochoty na rozmowy z kimkolwiek oprócz swojej mamci, która wiernie mi towarzyszyła... a przecież tak naprawdę to dopiero początek długiej drogi.
Z tych wszystkich emocji zgubiłam całą teczkę ze swoją dokumentacją. Zorientowałam się w połowie drogi do domu, że czegoś mi brakuje. Ciśnienie skoczyło, potem był krzyk i panika... tak jakby stała sie jakaś tragedia !!! Chyba puściły mi nerwy, czekały kiedy będą mogły sie rozładować... Szybki zwrot akcji... powrót na Onkologię i poszukiwania mojej magicznej teczki.... Jest !!! Znalazła się !!! Taka prozaiczna rzecz, a sprawiła mi tyle radości...
Uświadomiłam sobie wtedy jaka muszę być silna, ile jeszcze przede mną,  a jak niewiele za mną.... nawet teraz ściska mnie w żołądku jak o tym wszystkim pomyślę...
Jednak dostrzegam światełko w tym ciemnym tunelu, w którym tkwię od ponad roku... Ci wspaniali lekarze , na których dzisiaj trafiłam, ich podejście, sposób w jaki ze mną rozmawiali. To chyba Oni sprawili, że ogarnął mnie przez chwilę spokój, chociaż czekam jak na szpilkach co zadecydują za tydzień....
Istnieje podejrzenie, że mój " gapowicz" mógł się uzłośliwić. Może to nie jest już II stopień, a tfu tfu wyższy.... Ale odpukać w niemalowane , nie przybieram tej opcji wogole do siebie... Myśl o kolejnej biopsji i grzebaniu w moim łebku mnie przeraża...ale cóż zrobić, pozostało mi tylko czekać... to ostatnio moje ulubione zajęcie... czekać na wyniki, czekać , aż przestanie boleć i dren sie ułożyć, czekać , aż wszystko będzie dobrze... wiec teraz poczekam co zadecydują.
Tak czy siak czeka mnie 6 tygodni radioterapii... naświetlania przez 5 dni w tygodniu i pobyt w szpitalu.... Ale oczywiście , że to zniosę.... byleby tylko przyniosło zamierzony efekt!!! a nie odwrotnie....

Siedzę i rozpływam się przy piosence Anny Jantar, cały dzień chodziła mi dzisiaj po głowie i tekst , który utkwił mi w pamięci, z którym sie utożsamiam...

" to co mam, to co mam,
to radość najpiękniejszych lat;
to, co mam , to co mam,
to serce, które jeszcze na wszystko stać."


Słuchawki na uszach , mamuśka śpi, a ja zaraz tam do niej wpełznę... nie ma to jak mieć 30 lat i spać z mamusią jak za starych dobrych czasów. Wtulić się i poczuć się , aż do rana bezpiecznie.
Szukam w sobie pokładów siły, żeby to wszystko przetrwać. Zbieram myśli, a czacha mi aż dymi.
W zaleceniach lekarskich na wypisie napisano: OSZCZĘDZAJĄCY TRYB ŻYCIA. Nie wiem jak mam to zrobić, bo tyle przecież jeszcze muszę zrobić!!!
Dopóki nie patrze w lusterko , dopóki nie zakłuje mnie ten cholerny dren nie czuje sie na chorą !!! Tak bardzo chce być zdrowa, że niedługo sobie to wmówię...
Sił mi trochę brakuje, ale dzisiaj udało mi sie wyrwać z rodzinką na krótki spacer na słynną Pogorię.jak tam jest ładnie.... Dawno tam nie byłam... co prawda większość spaceru przesiedziałam na ławeczce ale , cóż to była za rozkosz ... popatrzeć na tych wszystkich ludzi...poczuć delikatny wiatr muskający moje polika... i te piekielne osy lecące do mojej Irenki jak do ula :-) Patrzyłam przez chwilę na to wszystko, na te rodziny z dziećmi, na beztroskie nastolatki, roześmiane twarze i zastanawiałam sie co ja tu robię... ale przecież ja też będę się śmiać  !!! ...Dlaczego ze mną miałoby być inaczej???
Dostałam już rok kredytu, dostanę i więcej lat na kredyt.... spłacę go do cna, co do joty !!! ...
Bo ... to co mam.. to SERCE , KTÓRE JESZCZE NA WSZYSTKO STAĆ !!!!





sobota, 21 lipca 2012

[13] NA ZAWSZE W MOIM SERCU...

Ciężko mi pisać...
Dopadł mnie kryzys... Od wtorku nic mi sie nie chce, straciłam swojego powera. Odeszła moja A. Po niezbyt długiej walce przegrała... Nie udało jej się wygrać... Wszyscy , którzy mnie znają wiedzą o kogo chodzi. Nieznajomym nie będę opowiadać bo A. by tego nie chciała... Spędziłyśmy ostatnio ze sobą bardzo dużo czasu... Ona sama będąc w ciężkim stanie pocieszała mnie.. podtrzymywała na duchu... nie pozwalała się poddawać... jeszcze w piątek była u mnie tu w szpitalu...Teraz już jej nie ma...  Pozostał mi po niej krzyżyk który noszę na szyi... dzięki temu wiem, że czuwa nade mną tam z góry, czuję jej obecność cały czas...
Przez ostatnie dni nic nie robię tylko o niej myślę... nie mogę sobie z tym poradzić...ból rozrywa mi serce... Wiem, że Ona by tego nie chciała... byłaby na mnie zła ,ale jak mam to zrobić ?? Jak przestać myśleć ??? O  Niej ??? O sobie ????
A. wiedziała jaka jestem ... całkiem inna niż Ona... chciała żyć jak każdy... przegrała... pomimo, że była twarda do końca...
Wiem, że teraz muszę walczyć ze zdwojona siłą... dla siebie i dla Niej ale to cholernie trudne...

Już mi Jej brakuje...
Uświadamiam sobie z każdym dniem jak kruche jest nasze życie...
To tylko chwila moment i nie ma człowieka wśród nas...
Tym bardziej jest mi ciężko , że jestem jeszcze tu... w szpitalu z dala od tego wszystkiego. Spanikowana co też dzieje się w tej mojej głowie... To już miesiąc minął od ostatniego badania...
Nie będę się kreować na bohaterkę, twardą , hardą ..... jest mi strasznie ciężko... Nie sposób wyrazić to słowami...

Życie toczy sie dalej, nie poddam się będę walczyć wszelkimi możliwymi sposobami o siebie ale to cholernie trudne... i chwilowo brak mi werwy... mam nadzieję, że to stan przejściowy...
Codziennie rano budzę się z nadzieją, że to tylko zły sen, że ani Ona ani ja nie jesteśmy chore...
Ale za chwilę dociera do mnie rzeczywistość... brutalna i okrutna...

Zastawka działa chyba sprawnie... bóle głowy minęły, wzrok sokoli powrócił.. tylko te bóle w brzuchu spowodowane tym, że dren się buntuje i nie chce się ułożyć tak jak powinien... Chyba pomału zaczynam te kłucia akceptować i uczę się z nimi żyć na nowo... Bo cóż innego mi zostało... Nie mogę wiecznie leżeć i narzekać... Nie mniej jednak dren nie pozwala o sobie zapomnieć...

Co ze mną? Jak to mówią jako tako po japońsku... Dzisiaj trochę lepszy dzień z tych najgorszych.. Żyje nadzieją , że nic przez weekend sie nie wydarzy i w poniedziałek będę mogła wyjść na jakiś czas do domu... Czeka mnie radioterapia... 6 tygodni naświetlań i pobytu w szpitalu... Czy zadziała?? To wie tylko Pan Bóg... Mnie pozostaje wierzyć , że zatrzyma tego " DZIADA". Czas pokaże czy jest skuteczna czy nie...

To taki dzisiejszy skrót myślowy.

niedziela, 15 lipca 2012

[12] MAŁYMI KROCZKAMI DO PRZODU ...

Cóż.... jestem...
Co prawda bardziej leżąca,niż chodząca,  ale jestem. Nie ma co zgrywać super bohatera, jest ciężko... ... pierwsze w tym roku podejście z tym SYFKIEM mam już za sobą.
Poniedziałek i wtorek mam praktycznie wyjęty z życiorysu... Ból, totalna niemoc, totalny nieład w mojej głowie.

Wyjechałam na blok operacyjny ok. 8:00 , wróciłam koło 11:00...
Rano obudziłam się całkiem spokojna, bez żadnego stresu, po prostu wyciszona.... Przerażenie przyszło w momencie kiedy siostra przyszła ogolić głowę :-( ... spojrzenie w lustro i mega histeria. Jestem łysa, łysa jak Kojak, ale co z tego czy to ważne ??? Najgorsze było , że uświadomiłam sobie znowu, że cholerny GUZ siedzi w mojej głowie i zamiast znikać rośnie... Dostałam strzał prosto w serce, myślałam że się w tej łazience z paniki uduszę, udławię... i mamcia moja kochana mamulka i Bączek upłakane i podłamane. Chciałam być silna.. nie dało się... no niestety sie nie dało...
Potem jazda na blok , maska tlenowa i urywa się film..
Powrót do rzeczywistości i znowu widok kochanej mamy i siostry. Pełniły wartę numer jeden ...
Hubi Bubi warta numer dwa, ciocia, Tatko , Mamuś i Bączek ponowna warta nr 3 i zakończenie warty nr 4 Hubi Bubi.
Cóż więcej pisać mało pamiętam...podobno bardzo się trzepałam z zimna, potem przyszły wymioty , kroplówki, ale to wszystko nic najważniejsze, że zabieg się udał. Zastawka zaczęła pracować już na bloku operacyjnym!!! Pierwszy sukces w kolejnej bitwie w tej trochę nierównej wojnie. Opieka w szpitalu BOSKA !!! Istny Szpital w " Leśnej Górze"...naprawdę.... mogłabym wychwalać swojego neurochirurga i siostry pod niebiosa. I to bez żadnej przesady!!

Potem przyszedł ból, rozpacz.  Leżenie jak łazarz z bólem i zależna od innych nie jest moim ulubioną formą relaksu.
 Myślałam , że będzie łatwiej, no ale nie ma co narzekać trzeba się cieszyć , że wszystko się udało. Niestety moja rozpacz sięgnęła zenitu we wtorek , tak chciałam wstać, uciec ze szpitala , być po prostu w domu. Pilot w ręce, moja kanapa i błogi spokój. Bez choroby, bez zmartwień, ale niestety rzeczywistość była i jest dalej inna...
Oko wróciło chyba do normy... nie jest całkiem idealne , ale o niebo lepiej !!!! Prawie wróciło do normy....Tfu...Tfu... nie chcę zapeszyć. Mam nadzieję, że tak już zostanie. Co dalej??? Nie wiem, muszę dojść do siebie a potem pewnie radioterapia, nie wiem czas pokaże...

W czwartek, planowałam już biegać po oddziale, ale jak to zwykle w życiu bywa z moich planów ostatnio nic nie wychodzi. Biegać nie biegałam ale....... przejście kilka razy kilku metrów jest dla mnie mega sukcesem.  Bolało jak cholera.... ale muszę po prostu muszę jak najszybciej dojść do siebie. Nikt nie obiecywał przecież , że będzie łatwo. Wiem , że inni mają gorzej....

Piątek ... przyszedł mega kryzys...ból nie do wytrzymania ....mój dren w brzuchu protestuje i nie chce sie ułożyć....to było straszne... nie chce sie ze mną zaprzyjaźnić. Wiedziałam, że nie będzie lekko  ale nie sądziłam, że aż tak ciężko...

Dzisiaj już lepiej...ale słaba jestem... słaba fizycznie i trochę słabsza psychicznie. Nie poddaje sie bo wiem, że nie mogę !!! Ale jest mi strasznie ciężko... Wojna nadal trwa, a ja nie poddam sie bez walki...

Zaczęłam ... tak zaczęłam i  nie skończyłam czytać wszystkich wiadomości, które dostaję od ludzi...od ludzi z całej Polski i chyba nawet spoza granic, oglądam to wszystko co się dzieje patrzę, słucham i płaczę...nie wiem czy ze strachu czy ze szczęścia......chyba to i to.... tyle się dzieje...nie ogarniam tego.
Mam niesamowite szczęście, mam takich cudownych ludzi wokół siebie... wszystkich bez wyjątku !

 Jak mam wyrazić swoją wdzięczność ???
 No jak ???


Mogę tylko na razie powiedzieć zwykłe DZIĘKUJĘ ...


niedziela, 8 lipca 2012

[11] TYLKO GLUPCY SIĘ NIE BOJĄ....



Ostatnia "spokojna" noc przede mną.
Chciałabym zasnąć i obudzić sie już po wszystkim.
Usłyszeć dziewczyno co Ty tu robisz, nie masz po co tu leżeć- guza już nie ma.!!!
Człowiek zawsze się łudzi, zawsze do ostatniej chwili wierzy przynajmniej ja nigdy nie zwątpię i zawsze będę wierzyć.
Przecież cuda sie zdarzają może Bóg wybierze tym razem mnie??????

Nie będę czarować , że sie nie boję jutrzejszej operacji chociaż to pewnie pikuś w porównaniu z całą wojną, którą muszę jeszcze stoczyć.
 Strach mnie całą paraliżuje.. ale jak to powiedziała  moja ulubiona siostra z oddziału : " Kochana tylko głupcy się nie boją !!! " Piękne słowa i takie prawdziwe.... nie mogłabym tego lepiej ująć.

Pigułka na sen połknięta, czekam cierpliwie aż zacznie działać. Nogi wygolone, ciało nabalsamowane jestem gotowa do akcji :-) akcja sen :-) Żeby tylko przyśniło mi się to co poprzedniej nocy...

Zaczynam marzyć... widzę siebie starą pomarszczoną od tony tapety , którą zawsze nakładałam,włos przerzedzony od rozjaśniacza,  u stóp wnuki i dziadek mój poczciwy siwy pączuś Hubi Bubi z laską i fajką w buzi. Siedzę na bujanym fotelu przykryta ciepłym kocem w kratę i oglądam brazylijska telenowelę. Obok mnie Dorcia i Anula wszystkie stare i brzydkie ale jakie szczęśliwe.....To jest właśnie mój plan na przyszłość, nie wspomnę o ciepłym gniazdku i milionie przyjaciół wokół mnie. Tak...... tak właśnie będzie, marzeń nikt mi nie zabierze, nikt nie ukradnie, nikt nie zabroni.
 A marzenia są po to, żeby je spełniać...
Czyż nie???

Dlaczego ten czas tak zasuwa, pędzi ? W jakim kierunku , dokąd zmierza????? Od roku caly cykl powtarza sie i każdy dzień wygląda tak samo. Budze sie z kluską w gardle i ściskiem w żołądku. Po paru chwilach wracam do rzeczywistości i mówię sobie przecież żyje!! Oddycham, czuję. !!!! Trzeba żyć tu i teraz i nie oglądać się za siebie chociaż to takie trudne.

Więc do zobaczenia moi mili, spotykamy sie już niebawem. To nie może sie tak skończyć tu i teraz. Jak to powiedział Czernyszek muszę wydać światowej sławy bestseller i dać przykład innym.......

dobranoc....






[10] PALENIE SZKODZI...

Wiem...wiem...fajki są straszne, sama tyle lat byłam ich przeciwniczką i mówiłam stanowcze NIE  !a teraz sama siebie nie poznaje. Zasypiam i myślę o papierosie, wstaje i najchętniej miałabym go już w buzi. Zapale od czasu do czasu jednego papierosa z czego Siwa nie jest zadowolona. Ale to pomaga pozwala rozładować napięcie..pozwala na chwilę się wyciszyć... Pamiętam czasy liceum, gówniary chciałyśmy być dorosłe, że niby ważne , żę niby takie cool :-) Paliłyśmy jak głupie, Potem przyszło otrzeźwienie i fajki won !!!! A teraz cały czas mi się chce palić, w żołądku z nerwów ściska i pierwsza myśl to : dajcie mi fajkę... Mam nadzieję, że to minie...

Nagadałam sie jak głupia....

Jestem po konsultacji anestezjologa, wywiad przeprowadzony, uwielbiam jak mówi się do mnie młodzieży. Rzeczywiście patrze w lustro i widzę bledziutkie dzieciątko, takie trochę wychudzone, lekko kościste nawet Pani doktor nie mogła uwierzyć że ważę 59 kg. Określiła mnie mianem chudzinki grubokościstej :-). Przeraża mnie narkoza, zawsze mnie przerażała. Ciągle mam przed oczyma film " Przebudzenie" gdzie główny bohater czuje jak go kroją, niby jest uśpiony, a wszystko wie. Przerażające....... wiem, że to tylko film ale zawsze myśli się ,  a co będzie jeśli i mnie się to przytrafi... Brr , aż strach o tym myśleć...

Dzisiaj niedziela... Przyjadą do mnie placuszki z cukinii z papryką na obiad :-) Odkąd się dowiedziałam że jestem chora przeszłam na specjalną dietę. Książka ANTYRAK była mi bardzo pomocna. I tak juz od roku przestrzegam dietki, czytam skłąd produktów, nie słodzę,, Oj wiele tego, wiele wyrzeczeń, ale wierzę, że warto. Wszystkich pilnuje, zgłupiałam na tym punkcie ale jest tyle możliwości tyle wspaniałych smacznych i zdrowych rzeczy.

Dzisiaj odwiedzin ciąg dalszych. Niedawno pojechała Iwona -  szwagierka, członek mojej Armii. Posiedziałyśmy trochę na kocyku, zdała mi pełny raport no i truskawek nie przywiozła. Już nigdzie nie ma :-( ale były malinki zjadłam całe pudełko , miodzio.
 Hubi Bubi też już był pojechał przed chwilą a ja czekam na przyjazd moich kochanych rodziców i Bączka i znowu będzie kocyk i błogostan w cieniu po drzewkiem... Kiedy te upały sie skończą włos mi właśnie  wiatrak rozwiewa dzięki niemu tylko jakoś tu egzystuje.........

sobota, 7 lipca 2012

[9] ZMĘCZENIE MATERIAŁU....

Totalna obojętność, dosłownie totalna mnie dzisiaj ogarnęła..... Niech sie dzieje wola nieba pomyślałam przy pierwszej pobudce. Tak przy  pierwszej bo było ich dzisiaj kilka...
Miałam piękny sen , taki realny, taki rzeczywisty.... Tylko pobudka i powrót do rzeczywistości mnie otrzeźwił i to było straszne i właśnie wtedy przyszła obojętność i chwilowe pogodzenie sie z tym co mnie spotkało.. ale tylko chwilowe.
Nigdy sie z tym nie pogodzę, nigdy nie zaakceptuje, nigdy!! Nie ma miejsca w moim życiu dla niechcianych PASAŻERÓW NA GAPĘ.!!! Nie zapraszałam go do siebie i nigdy nie będzie mile widziany, więc pora żeby zwijał manatki i wynosił sie gdzie pieprz rośnie  !! IDŹ  , PRECZ !!!

Leżałam dzisiaj z moja rodzinką na kocu pod drzewem w cieniu... Mamcia spoglądała na mnie i ciągle pytała jak ja to robię skąd biorę w sobie tyle siły, a ja nie potrafiłam jej powiedzieć. Tej siły
wcale nie jest tak dużo.... staram się ze wszystkich sił odganiać złe myśli chociaż nie zawsze to wychodzi. Ale najważniejsze jest to , że sie staram...

Śledzę w miarę na bieżąco poczynania wszystkich bez wyjątku wspaniałych ludzi, przyjaciół, znajomych, nieznajomych , którzy wspierają mnie w walce. Walczą razem ze mną i nie poddają sie. Mam nadzieje, że tak już będzie zawsze , gdyby wszyscy ludzie tacy byli o ileż lepiej byłoby na świecie.... Nie mowie tu tylko o sobie bo tyle jest ludzi, którzy potrzebują pomocy. Ja jestem jedną z nich, ale nie jedyną, a jednak tyle osób kombinuje, wymyśla, pociesza mnie i nie pozwala mi zapomnieć po co jestem,dla kogo jestem , co jeszcze mam zrobić. Bo tyle mam jeszcze do zrobienia. Muszę........tzn nie muszę chce wyjść za mąż, wciąż marzy mi się śmietankowa tym razem  skromna suknia bez welonu, no i piękne buty Christiana Louboutina , cholernie niewygodne ale cholernie piękne !!!Chce mieć dzieci co najmniej dwójkę. Cudownych oddanych przyjaciół już nie chce bo ich mam !!!!!! Chociaż zawsze ich może być więcej, trzeba być niesamowitą szczęściara ale jak to mówią głupi ma zawsze szczęście :-)

Dzisiejszy Dzień był dniem intensywnych odwiedzin. Przychodziły pielgrzymki. Moje dziołchy kochane ;* Siwa & Betti zwana tu i ówdzie " Mała" czyli nasza TRÓJCA ŚWIĘTA. Zawsze nierozłączna , zawsze razem i tak już od 24 i 15 lat niezmiennie.
 Kocham Was dziewczyny jak siostry i tak sobie myślę ile to wspólnych lat za nami, a ile jeszcze przed nami!!!!!!!


Jestem trochę dzisiaj zmęczona, ten upał, ta pogoda mnie wykańcza no i ten szpital trochę  przytłacza. Ale przecież nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło bo przecież po nocy przychodzi dzień , a po burzy spokój ............


piątek, 6 lipca 2012

[8] ZASTAWKA.......

Dzisiaj przyszedł w końcu moment prawdy, w poniedziałek mam zabieg...
Oblały mnie zimne poty, ogarnął strach, wiadomo nikt nie lubi zabiegów, operacji. Każda ingerencja niesie za sobą jakieś ryzyko...  No ale mam cichą nadzieję, że w moim przypadku tak nie będzie... Jestem pod opieką znakomitych specjalistów i nie da sie temu zaprzeczyć.. Spotkałam wczoraj młodego chłopaka tu w szpitalu też miał guza III stopnia złośliwości w bardzo ciężkim miejscu wielkości 45 mm !! W takim razie mój przy nim to pikuś :-) Wszyscy mu odmówili pomocy, tylko mój cudowny Profesor się podjął. Operacja się udała, co prawda nie wyszedł z niej całkowicie bez szwanku ale żyje.!!!!!!!!!!! Ma niewielki niedowład prawej strony, zaburzenia wzroku w prawym oku ale żyje!!!!!!!! Teraz przeszedł naświetlania i wyszedł do domu. Czeka go jeszcze rehabilitacja i mam nadzieje , że wróci do pełnej sprawności. Życzę mu z całego serca powrotu do zdrowia i oby guz nigdy nie wrócił... bo niestety ten typ bardzo często powraca..... to jest niesamowicie paskudny nowotwór...
 Od wczoraj biję sie z myślami co ze mną będzie czy jeśli zaproponują operacje to się decydować, jemu sie udało może mnie też........ Ciężkie pytania... Jeszcze trudniejsze decyzje...Bo co jeśli sie nie uda..... skoro wszyscy inni lekarze odmówili.... Właśnie tego najbardziej się boję zostać kaleką przykuta do łóżka , nie chce być dla nikogo ciężarem...
 No ale to nie czas i miejsce zobaczymy co zaproponuje Profesor. On jest niesamowity , od samego początku mu zaufałam On jako jedyny dał mi nadzieję, a zjeździłam prawie całą Polskę w poszukiwaniu ratunku.....

Apetytu nie mam..... Jadłabym tylko TRUSKAWKI !!!! takie duże, soczyste, mam bzika na ich punkcie... I to tylko teraz wcześniej tak nie nigdy nie miałam mogły nie istnieć, a teraz dzień bez truskawek dniem straconym !!!

Była lekarz na wieczornym obchodzie , potem przyszedł i na spokojnie wytłumaczył mi co i jak. Idę pierwsza na blok operacyjny, także Kochani trzymajcie za mnie mocno kciuki i nawet Ci , którzy nie wierzą niech się za mnie pomodlą. To dla mnie ważne....
Może nawet zostawia mi włosy nie wygolą całej głowy ;) ale co mi tam mój tatko i jest łysy i tez piękny. Przecież to tylko głupie włosy :-) Chusteczkę zakupiłam już ładna brzoskwiniową, do twarzy mi ;-) Zobaczymy jak to będzie , w zeszłym roku bardzo przezywałam, żę mnie ogolą do biopsji bo takie było założenie, a w końcu obudziłam sie z włosami tylko wygoloną częścią i pierwsze co zapytałam mamy półprzytomna, czy je mam. Jak człowiek głupi jakby to miało jakieś znaczenie, przecież odrosną :-) Co prawda pół roku chodziłam uczesana na zaczeskę :) ale dało się ukryć
 
Wszystko już wiem , przeprowadziłam dokładny wywiad:-) z mózgu poprowadzą mi dren nie wiem jak to zrobią ale do jamy brzusznej do otrzewnej, jakiż to czasów dożyłam, że takie cuda robią.
 No i niestety to już na całe życie. Mam tylko nadzieje, że oczko wróci do formy, Chociaż dzisiaj bywało lepiej. Czasami widziałam całkiem normalnie, a czasami znowu zonk. Teraz np siedzę i pisze normalnie ;-) Nie wiem od czego to zależy. Niech tylko minie .......
Kurcze pokłuta cała jestem... wenflon za wenflonem, kroplówka 2 razy dziennie cud , miód, malina ;-)

Wiem , że mam 30 lat ale mi tyle nie dają. Teraz w szpitalu wyglądam na 20 kilka jak taka dziewczyneczka. Potwierdzeniem tego, że wyglądam inaczej jest fakt, że Aga moja koleżanka pewnego razu weszła w innym szpitalu do mnie na sale powiedziała:  " O, przepraszam " i wyszła. To był hit. !!!!  Musiałam za nią krzyczeć, a on patrzyła na mnie jak na zjawę;-) to był hit i przeszedł do historii, nie zapomnę tego do końca życia.
A dlaczego to pisze, dlatego że pomimo swoich 30 lat chciałbym, żeby moja mamcia była tu ze mną 24 godziny na dobę ot taka zachcianka starej baby.
MAMUŚ KOCHAM CIĘ...

I znowu mam przed oczyma TRUSKAWKI....


Mniej więcej coś takiego mnie czeka...

czwartek, 5 lipca 2012

[7] ...MAMY KRYZYS.....KRYZYS.....

Cały dzień sie zbierałam, żeby coś napisać...
Łatwo nie było...
Dzisiaj dostałam obuchem w twarz, chwilowe olśnienie, gdzie jestem na co choruje, po co tu przyszłam.....szpital.... oddział neurochirurgii, Do dzisiaj sie trzymałam ale kolejne spotkanie kolejnej chorej młodej osoby mnie dobiło. Wiedziałam, że to nieuniknione no i mnie dopadło. Totalna niemoc.... Kalusia płaczuś to dzisiaj Ja, ale pewnych odruchów nie da się przewidzieć, nie da sie uniknąć, nie da sie powstrzymać. Czasami trzeba sie wyryczeć, wykrzyczeć, żeby ulżyło. Ale dzisiejszy dzień nazywam: DLACZEGO?? Cały dzień zadawałam sobie pytanie dlaczego zachorowałam, dlaczego właśnie ja, dlaczego po świecie chodzą zbiry , pełno pijusów, mordują kradną dlaczego im nic takiego sie nie przytrafia, dlaczego muszę patrzeć jak cierpią moi najbliżsi, no DLACZEGO???????? Gdybym tylko znała odpowiedz.... Ale nie znam , wiec doszłam do wnisoku ze nie ma sensu zadawać takich pytań. Po prostu nikt nie zna na nie odpowiedzi. Szukam tylko celu i morału całej tej historii bo jakiś musi być, nic nie dzieje sie przecież bez przyczyny.
Tak.... dopadł mnie kryzys, każdemu sie może zdarzyć..... Najważniejsze to umieć z niego wybrnąć, mnie dzisiaj słabo wychodzi. Nie mogę zgrywać kozaka i udawać , że wszystko jest w porządku...
Tekst Hubiego mnie dzisiaj powalił: " W SIERPNIU JAK BĘDZIESZ ZDROWA POJEDZIEMY DO MIKOŁAJEK" . No ale że co? ale że jak ??? jestem optymistką ale myślmy realnie mamy 5 lipca !! Nie dzisiaj ewidentnie nie jest mój dzień... Wszystko mnie denerwuje... wszystko wyprowadza z równowagi.  Muszę cierpliwie czekać, aż przyjdą lepsze dla mnie czasy.
Jeszcze ten potworny upał...... dobrze, że dostałam dzisiaj na imieniny wiatrak od rodziców bo bym się tu rozpłynęła...Masakra jakaś.
Dzisiaj mam istne déjà vu. W zeszłym roku o tej porze leżałam na sali obok po biopsji mózgu. Niewiele pamiętam z tamtego dnia oprócz mamy płaczącej nad łóżkiem..To mi cholernie utkwiło w pamięci. Los bywa okrutny chociaż przeżyłam spokojnie trochę nie spokojnie kolejny rok. Czas biegnie nieubłaganie, a ja dzisiaj mam wrażenie jakby wogole w z tego szpitala nie wyszła od roku i stałą w miejscu. Wróciły wspomnienia, wrócił strach.... Wiem nie mogę mu sie poddać ale on jest cholernie silnym przeciwnikiem.
Dalej nie wiem co dalej ???... głowa boli... oko dalej szwankuje... a ja nadal nic nie wiem. Za dużo bym chciała wiedzieć wiem, jestem tu dopiero 1 dzień ale ja jestem niecierpliwa.

Boże co ja bym dała, żeby być teraz nad naszym polskim morzem, zimno, cimno po prostu bajka !!!. Wszystko drętwieje przy wejściu do wody, raj bezmięsny dla mnie RYBY !!!!! Smażone, wędzone... piasek... żółciutki piasek....
A co mam?? Wenflon w żyle i podpięta kroplówkę. Cała pokłuta jestem ale w końcu się udało. Siostra chociaż człowiekowi humor poprawiła przemiła istota i chyba nowa :-) nie pamietam jej z zeszłego roku.

Brak mi tylko zeszłorocznej ekipy, mojej cudownej Dorotki i Bogusi. Jak sobie przypomnę nasze nocne obżarstwa, zagryzanie kabanosów, czekolada z toffi, oj sterydy potrafią namącić w żołądku. Pochłaniałam wszystko:-) To był piękny czas...

Cała akcja z POMOCĄ DLA MNIE mnie przerosła...... stoję gdzieś obok i obserwuje... Tak chciałabym wierzyć ze te pieniądze nie będą mi nigdy potrzebne , że przekaże je na jakieś biedne małe chore dziecko, a mnie  zatrzymają tego "dziada" tu w Polsce i nie będę musiała sie błąkać po świecie... to wszystko jest przerażające, zresztą jak wszystko co nieznane. Czy jest szansa , że dziwne "coś" w mojej głowie już odpuści. Marze o tym......
A jeśli nie???? To ja jemu tez nie odpuszczę, nie dadzą rady tu to muszą dać rade za oceanem..... Muszą.........


środa, 4 lipca 2012

[6] DODATKOWY DZIEŃ...

I co?????????? ... czas miał dzisiaj zwolnic miało być inaczej, a było tak samo. Znowu trzeba sie już poukładać do łóżeczka, a kolejny dzień znowu  minął jak pocisk...
No i to oko.............. tak mnie niepokoi, obraz rozmazany, litery sie zlewają...niedobrze...niedobrze. Mam nadzieję, że coś na to poradzą. Ten świński typ gdzieś chyba uciska, albo wodogłowie daje o sobie znać... Ale nie poddaje się !!!!!!!!!!!!!
Z całą moja Armią i nie tylko poszukujemy wszędzie pomocy , żeby zahamować tego "pasażera na gapę" i wlepić mu mandat !!!! Pewna dziewczyna , którą wczoraj poznałam i sama jest chora dodała i jeszcze więcej wiary w to , że będzie dobrze. Sama choruje na glejaka III stopnia od 5 lat i na razie jest w porządku, przeszła niesamowitą heroiczna walkę ale dalej w tym stanie trwa!!!!! Niezła babka... Powtarza mi , że muszę być bardziej złośliwa niż sam guz i ma rację. Z tym dziadostwem trzeba na ostro.
Codziennie przyjaciele mnie wspierają, ciągle szukają. Teraz jest czas , że stawiam na tu i teraz korzystam z dostępnej pomocy na miejscu,  ale jest szansa na leczenie w Stanach Metodą Genową, trzeba sie zabezpieczyć i działać na wszelkich mozliwych frontach. Inna klinika w USA walczy z tego typu guzami za pomocą wirusów, inna pracuje nad szczepionką ...

http://ciekawe.onet.pl/medycyna/nowa-bron-w-walce-z-glejakiem,1,5173681,artykul.html

http://www.abcleki.pl/aktualnosc/nowa-szczepionka-przeciwko-glejakowi

Pojawiła sie nowa nadzieja dla Nas chorych, trzeba korzystać !!!!

 Szukamy wszędzie i działamy nie można się poddać i siedzieć z załamanymi rekami "on" tylko na to czeka!!!!! Dlatego działamy pełną parą!!!! Tzn ja biernie uczestniczę bo działać za bardzo nie mam siły .  Czas nie jest niestety moim sprzymierzeńcem. Mam tyle wsparcia od wszystkich znajomych, przyjaciół, rodziny i zupełnie obcych ludzi, że nie sposób to opisać. Nie starczy mi już chyba życia , żeby wyrazić swoją wdzięczność dla wszystkich.Dlatego tu z tego miejsca pragnę wszystkich WYCAŁOWAĆ . Bez wyjątków , małych , dużych , chłopczyków, dziewczynki  po prostu wszystkich !!!!

No to sie nagadałam ;-)

 Jutro podejście nr 2. Dzisiejszy falstart był nawet zabawny. Wszyscy w szoku jak mnie zobaczyli no bo jak to o co chodzi, A no tak to :-) zwyczajna pomyłka... Miałam tyle dzisiaj zrobić, a nie zrobiłam nic pożytecznego oprócz odwiedzin u mojej A. Kochana moja;*

Mam nadzieję, że jutro poznam jakiś plan działania co dalej ze mną, jak długo jak intensywnie. Mam nadzieje, że zrobią ze mną porządek jak najszybciej i jak najmniej boleśnie ;-) Bo odporna na ból to ja raczej nie jestem..Ale wszystko zniosę !!! Ze wszystkim dam rade!!!!!



Podobne złego licho nie bierze :-)


[5] POWRÓT DO DOMU

No i mamy niespodziankę. chociaż wcale mnie to nie dziwi. Bo przecież w  moim przypadku na każdym kroku dzieją się cuda :-)
Więc....
Pobudka dzisiaj 8:00, poranna toaleta i ruszamy . Walizka spakowana, skierowanie w ręce i zupełnie spokojna weszłam na izbę przyjęć. Ludzi tłum, parno , duszno. Podchodzę do okienka upewnić się czy na pewno do tego. Pani pyta mnie o nazwisko i mówi, że nie ma mnie na liście przyjęć. Mój spokój natychmiast odpłynął...Atmosfera się zagęszcza i robi się gorąco. No bo jak to wszystko ustalone mama na telefonie z Profesorem w czwartek wszystko ustaliła. Czyżby zapomniał?????????? Przebieram moimi nóżkami i lecę na 5 piętro , następny klops szpital w remoncie, huki, stuki, smród piły do cięcia. Matko jak ja to zniosę.....Będzie wesoło no ale w sumie nie ma co narzekać w końcu trzeba szpital wyremontować bo za ciekawie to on nie wygląda. Wystrój wnętrz - wczesny Gierek.... NO i stało się na oddziale niespodzianka owszem jestem zapisana do przyjęcia ale na jutro :-) Biedna mamuśka  w nerwach źle zrozumiała , że czwartego lipca,  a  miało być , że w czwartek !!!!! Rozbawiła mnie ta historia do reszty. Schodzę na dół spowrotem na izbę przyjęć do taty i Bączka i wpadłam w histerie ale w histerię ze śmiechu :-)))
No cóż trochę się ucieszyłam wiem że nie ma z czego ale perspektywa jeszcze jednej nocy we własnym łóżeczko ... bezcenne. Zupka kalafiorowa ugotowana przez mamusie...mega bezcenne. Będzie się sobą cieszyć jeszcze jeden dzień dłużej.
Wycieczka zakończyła sie na Mc Donald's owocojogurt i biała kawka ....mmmmmm....pycha





Niepokoi mnie tylko jedno coś sie dzieje z moim prawym okiem... trochę obraz niewyraźny, rozmazuje sie , rozmywa. Cholera wie jak to określić. No ale nie czas i miejsce na zamartwianie. korzystam z ostatniego dnia wolności !!!!!

wtorek, 3 lipca 2012

[4] ...IŚĆ CIĄGLE IŚĆ W STRONE SŁOŃCA....

Dzisiejszy dzień choć miał być pełen lęków obaw, strachu był ale nie aż taki jak sobie wyobrażałam... Cały dzień w biegu, wszystko pozałatwiać, podopinać na ostatni guzik, jakoś dotrwałam do końca ale nie ukrywam że prawie zasypiam nad klawiaturą. Jutro się zacznie o 8.00 rano pobudka, kierunek szpital, oddział neurochirurgii. Ciekawe kiedy mi zaczną grzebać w tej mojej główce bo nie ukrywam , że nie czuje się za rewelacyjnie.... Plan na teraz to: zoperować wodogłowie a potem 6 tygodni radioterapii. Jak ja to zniosę????? Powie mi ktoś. Dzień w dzień naświetlania i codzienny dojazd karetką do Gliwic na Onkologię. Brrrr........aż mnie potrzepało, ale nie mogę sie łamać muszę cały czas iść .... iść......w stronę słońca.... nie obracać się za siebie. Rozpoczyna się bitwa numer dwa z moim "dziadem" tym razem będzie wygrana!!!!!!!!!!!!! BO ja tak chce !!! Bo ja tak muszę i nie ma innej opcji
BO przecież ja mam tyle szpilek, pięknych szpilek muszę w nich jeszcze potańczyć, popląsać albo chociaż tylko założyć :-) Rok czasu nie miałam ich już na nogach :-)
Ironia losu i kolejnym kopem w du.... jest fakt , że jutro do szpitala jedzie moja babcia i dziadziuś. Dzisiaj siedząc u dziadków śmiałam sie z tego wszystkiego bo przecież normalnym ludziom się to nie zdarza. Tyle ciosów naraz?? Musze rzeczywiście być chyba po prostu WYJĄTKOWA. Ktoś tam na górze sprawdza moją wytrzymałość. Dobrze chociaż ze babcia będzie w tym samym szpitalu, tyle ze parę pięter wyżej. Z dziadziem moim jedynym kochanym dziadziem trochę gorzej......TOTALNY CHICHOT LOSU !!!!
Patrze teraz na walizkę , spakowana kosmetyczkę i czuje sie jakbym jutro miała wyjeżdżać na wczasy tyle , że nie all inclusive  i do  hotelu z widokiem na morze a na lądowisko dla helikopterów...
Siedze i siedze myślę i myślę czego naprawde mi brak i wiem ,że jednego jedynego upragnionego zdrowia. Co ja bym nie dala zeby je mieć .... Nie moge powiedzieć , że sprzedałabym dusze Diabłu bo za bardzo kocham BOGA i za głęboko w Niego wierze... ale zrobiłabym wszystko.... Z jednego tylko się cieszę , że choroboa nie dotknęła mojego malutkiego Bączka , mojej Marcysi bo tego bym nie przeżyła i wtedy na pewno bym upadła i już się nie podniosła. TO moja iskierka taka cicha zamknieta w sobie moja istota :-) 9 lat na nią czekałam i się doczekałam. Bączek ma juz 21 lat ale dla mnie zawsze bedzie małym Bączkiem....
Czas tak nieubłagalnie biegnie, dopiero co się obudziałam a już trzeba sie kłaść spać.
Czy jutro będzie inaczej??
Czy jutro będzie lepiej???
Liczę na to...

poniedziałek, 2 lipca 2012

[3] PADNIJ....POWSTAŃ...

19 czerwiec 2012 kolejny kontrolny rezonans w Gliwicach. Moje "ulubione" zajęcie ostatniego roku. 2 godziny leżenia bez ruchu, a że dostałam tabletki pierwszy raz w życiu po prostu tam zasnęłam. Ja mająca klaustrofobie bojąca sie wind, samolotów ciasnych pomieszczeń, po prostu tam zasnęłam. Nie dzialo sie najlepiej ze mną od jakiegoś miesiąca, czułam , że coś jest nie tak... Hubi Bubi trochę mnie nie chciał słuchać, wogóle on nie może sie pogodzić z moją chorobą i chyba dopiero teraz to do niego dotarło, że ja naprawdę sie źle czuje... NO bo jak kto ???????? Po mnie choroby nie widać, umalowana, wypacykowana, uśmiechnięta, ale o tym że płacze nocami po kątach nie wszyscy wiedzieli.  Chciał dobrze ale czasami nie rozumial....
Zawziełam się i wróciłam do pracy pod koniec października  po 5 miesięcznej nieobecności. Ludziska z mojego Wydziału do świetne ludki. Moja wiecznie rozpieszczająca mnie owocami Pani H. z biurka naprzeciwko, Pani B siedząca obok, jeden mały słonecznikowy owad M i jedyny rodzynek płci męskiej Pan M- moja brygada RR :-) o przywódczyni juz wspominałam w poprzednim poście - Anioł Stróż- Iwona , no i moja kochana Gunia przytulanka i Heniu i Italiano.  Ach wogole to był dobry pomysł , że wróciłam do pracy. Przynajmniej na 7 miesięcy trochę sie oderwałam od tego wszystkiego i zapomniałam.......
NO ale do rzeczy po badaniu przyszedł czas na oczekiwanie na wyniki.... i przyszedł dzień 27 czerwiec .........są wyniki , ale nie wiadomo jakie !!!!! Są u Profesora, a tego juz nie ma w szpitalu!!
O matko jak tu iść z taka świadomością spać, wiedząc ze on już je zna!!! A ja NIE!!! Poszłam spać... A że trochę mnie ściorał ostatnio i sponiewierał ten "dziad" byłam od tygodnia na L- 4. Więc obudził mnie rano telefon: MAMA DZWONI... Tak naprawdę  nie musiałam go odbierać bo czułam co mi powie. Byłam poniekąd przygotowana.... Te wszystkie ostatnie objawy, bóle głowy nie do wytrzymania, wymioty to mogło świadczyć tylko o jednym. NO i stało się Mamuśka w końcu wydukała to z siebie: PROGRESJA !!!!! czyli dziad się rozrósł . Żeby tego było mało uszkodził co nie co w moim cudownym mózgu. Ale normalna dalej jestem :-) Guz spowodował wodogłowie, poważna sprawa..... trzeba natychmiast coś z tym zrobić. Szybka decyzja- OPERACJA. Trzeba będzie to dziadostwo zahamować tj. wodogłowie i wstawić zastawkę która przywróci normalne funkcjonowanie i przepływ płynu mózgowo  -rdzeniowego.... a reszta potem, będziemy robić z tym cholerstwem porządek....
I tak za bardzo nie mam innego wyjścia leżę teraz w łożku i planuje swoje ostatnie 2 dni do momentu pójścia do szpitala. No minie rok i 4 dni odkąd wyszłam ze szpitala, znowu wakacje na mega
" wygodnym"  łóżku w "klimatyzowanej " sali :-)
Dostałam kolejnego cholernego kopa,  na chwilę padłam ale powstaje. Muszę...... Moja rodzinka się sypie... Mama sobie z ta stytuacja nie radzi, moj mały " Bączek" moja kochana Marcysia ( czyt. siostra) histeria, Hubi- Bubi mega histeria , o babci nie wspomnę , tatko rżnie twardziela, a wara mu się trzęsie.. Moj kochany Papa;*  Musiałam ogarnąć to towarzystwo...  Czy ja to Twardziel???????????? Nie mega mięczak ale najbardziej właśnie wkurza mnie fakt, że cierpią moi bliscy, więc ja muszę coś zrobić. Czy sie boje???????? OCZYWIŚCIE , że cholernie sie boję !!!!  Ale co mam zrobić muszę brnąc w tym wszystkim, to nie jest jeszcze moj czas, jeszcze  nie teraz. Mam tyle planów, marzeń... jednego nie udało sie spełnić i juz sie nie uda..... a możę sie uda??????   ale o tym kiedy indziej...