Coz ...
Powinnam sie juz przyzwyczaic, ze nie powinnam mowic glosno , iz dobrze sie czuje ..
To wszystko bylo zbyt piekne, zeby moglo byc prawdziwe...
Sroda zapowiadala sie uroczo ...
Blogostan mial trwac w nieskonczonosc...
Znajomi chcac jeszcze bardziej poprawic mi humor zaplanowali uroczy dzien za miastem ...
Niestety srode ... czarna srode dlugo bede miala w swojej pamieci ...
Nie zdazylam dobrze wsiasc do samochodu kiedy przeszyl mnie niesamowity bol ...
Moj brzuch, moj pecherz, moje wnetrznosci zamanifestowaly swoja obecnosc !!!
Moje cialo pokazalo kto tu rzadzi !!!
Naiwnie myslalam, ze tabletki przeciwbolowe przywiezione z domu pomoga, ze bol zaraz minie, ale ten ani myslal i z kazda chwila oczy coraz bardziej wychodzily mi z orbit ...
Nie ma co zaciskac zebow i udawac twardziela, wesolo nie bylo...
Stawalo sie coraz bardziej jasne, ze z wycieczki nici ...
Wytrzymalam ile moglam...
Telefon do kliniki i krotka decyzja przyjechac natychmiast ...
Tak mi cholernie dokuczylo, ze mowic bylo mi bardzo ciezko ...
I sto pytan w mojej glowie ...
Co sie dzieje ???
O co chodzi ???
Pecherz ???
Jelita ???
Juz sama nie wiedzialam co mnie boli ...
Dalo mi niezle popalic ... Blyskawiczne badania,leki przeciwbolowe, kroplowka w koncu po kilku godzinach cierpienia zaczelo puszczac ...
W jamie brzusznej zadnych "niespodzianek " nie bylo ... Zaden kolejny niespodziewany "nieproszony gosc " sie nie pojawil, na szczescie wykluczono inne niebezpieczne ewentualnosci ...
To ten cholerny pecherz , i zastoj w jelitach ...
Matko jak sobie to przypomne, to az mi wszystko cierpnie ...
Dodatkowy antybiotyk, leki przeciwbolowe zdzialaly cuda ...
Po calym ciezkim dniu padlam wieczorem jak niemowle ...
Czwartek minal bez zadnych rewalacji , a ja niczego nieswiadoma szykowalam sie do piatkowego wlewu ...
Los chcial jednak inaczej i znowu zadecydowal za mnie ...
Rozwinela sie infekcja ukladu moczowego i niestety moj onkolog nie zdecydowal sie na kolejny wlew :-(
Wyladowalam wiec pod kolejna kroplowka ... i tygodniowa przerwa do kolejnej infuzji ...
Zadzialalo prawo serii ...
Czy w moim przypadku nie moze byc normalnie ???
Chyba powinnam sie przyzywczaic, ze ciagle cos... zawsze jest pod gorke ...
A tymczasem lykam kolene medykamenty a GADZISKO pewnie sie cieszy, ze ominela go na jakis czas kolejna porcja rozrywki dozylnej ...
Ech........
Samo zycie ...
PROSZĘ POMÓŻ MI WYGRAĆ BATALIE O ZYCIE ....
Bank Zachodni WBK Odział 1 Kielce: 86 1090 2040 0000 0001 1113 97 44
w tytule wpłaty: KAROLINA DZIENNIAK
Fundacja z Uśmiechem, ul.Mielczarskiego 121/303, Kielce
Bank Zachodni WBK Odział 1 Kielce: 86 1090 2040 0000 0001 1113 97 44
w tytule wpłaty: KAROLINA DZIENNIAK
Fundacja z Uśmiechem, ul.Mielczarskiego 121/303, Kielce
KONTAKT :
E-MAIL : kalusia22@o2.pl
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
środa, 17 kwietnia 2013
[ 69 ] I TAK NADEJDZIE NOWY DZIEŃ ...
Ostatnie dni minęły w zatrważająco błyskawicznym tempie...
Dobre samopoczucie fizyczne = uśmiech na mojej twarzy i równowaga psychiczna ...
Realizuje swój cel nr 1: NIE DAĆ SIĘ !!!
Jak na razie czwartkowe wyniki mi sprzyjają...
Ostatni kryzys opanowany !!!
Jak na razie czwartkowe wyniki mi sprzyjają...
Ostatni kryzys opanowany !!!
I oby jak najdłużej mi się to udawało...
Codziennie zasypiam prosząc, żeby ten błogostan trwał wiecznie...
Czas ucieka ...
Nieubłaganie ...
A ja mam jeszcze tyle do zrobienia ...
I cholera muszę to zrobić !!!
Przeraża mnie myśl, że za dwa tygodnie Mamuśka musi wracać do Polski...
Odganiam te myśli jak mogę, ale ten czas nastąpi i wtedy ...
Wiem stara krowa ze mnie, ale zawsze byłam pieszczochem...
Mamusina i Tatusiowa córunia ...
Trzeba będzie dźwignąć ten ciężar, bo co innego mi pozostało ???
Jest tyle wspaniałych dobrych duszków wokół mnie, nie pozwalają sie smucić i wychodzą z siebie żebym czuła sie tutaj jak najlepiej... jak w domu ...
Dzięki nim jeśli tylko moje ciało na to pozwala poznaje różne zakątki Texasu ...
Pocieszają...
Troszczą się ...
Ale jest ciężko ...
Zbieram siły ... zbieram nieustanie
Bo ...
To nic, że oczy pełne łez... i tak nadejdzie nowy dzień ...
Odganiam te myśli jak mogę, ale ten czas nastąpi i wtedy ...
Wiem stara krowa ze mnie, ale zawsze byłam pieszczochem...
Mamusina i Tatusiowa córunia ...
Trzeba będzie dźwignąć ten ciężar, bo co innego mi pozostało ???
Jest tyle wspaniałych dobrych duszków wokół mnie, nie pozwalają sie smucić i wychodzą z siebie żebym czuła sie tutaj jak najlepiej... jak w domu ...
Dzięki nim jeśli tylko moje ciało na to pozwala poznaje różne zakątki Texasu ...
Pocieszają...
Troszczą się ...
Ale jest ciężko ...
Zbieram siły ... zbieram nieustanie
Bo ...
To nic, że oczy pełne łez... i tak nadejdzie nowy dzień ...
środa, 10 kwietnia 2013
[ 68 ] WYBOISTA DROGA ...
Dopadła mnie chwilowa niemoc ...
Za mną trzeci cykl chemii ...
To tylko niewielka część terapii, a jednak ma chyba dużo do powiedzenia w kwestii mojego samopoczucia..
Teraz już lepiej, ale zdecydowanie wolałabym nie przerabiać takich dni...
No ale "trza być" twardym nie miękkim !!!
Tak się cieszyłam kiedy w zeszły piątek przed wlewem moje wyniki były nadal rewelacyjne, mój organizm znosił wszystko znakomicie.
Wlew jak zwykle poszedł gładko i na wadze przybyło mi prawie 2 kg !!!
To były powody do radości !!!
Chociaż gacie z tyłka dalej lecą !!
No ale najważniejsze, że ważę już kg więcej od Bączka !! Jak na starsza siostrę przystało !!!
W dodatku moje prawe oko zaczęło być pokorniejsze ...
Daleko mu do ideału ale ... widzę zmiany ...
Wiem, że to jeszcze długotrwały proces, ale tak cieszą mnie takie szczegóły.
A Ja... ja przecież muszę jeszcze poszaleć za kierownicą !!!
A Ja... ja przecież muszę jeszcze poszaleć za kierownicą !!!
Dlatego tak mi ciężko kiedy po dobrych dniach przychodzą te gorsze ...
Co tu dużo gadać człowiek łatwo przyzwyczaja się o tego co dobre, ale jak widać trzeba być zwartym i gotowym ...
Od niedzieli przyszedł kryzysik... z małymi przerwami, to łóżko było moim
" najlepszym przyjacielem".
" najlepszym przyjacielem".
Jutro wizyta w Klinice, moja ulubiona siostra upuści bezboleśnie trochę krwi. Wystawiam rękę tak pokornie jak nigdy dotąd.
Boska jest !!!
Chociaż igła nadal zdecydowanie nie jest moim przyjacielem :-)
Objęcia Morfeusza znowu mnie wzywają ...
Śpię jak niemowlak ...
Śpię jak niemowlak ...
W połowie maja kolejny rezonans...
Odpycham złe myśli od siebie...
Ale ...
Cel nr 1 : NIE DAĆ SIĘ !!!
wtorek, 2 kwietnia 2013
[ 67 ] DAM RADĘ ...
Święta ...
Pierwszy raz poza domem ...
Pierwszy raz bez mojej rodzinki , bez wspólnego babcinego śniadanka, babcinego obiadu ...
Ciężko było ... poleciało kilka łez, nie tak to wszystko miało być ... zupełnie nie tak ...
Ale nie zostałyśmy tutaj z Mamuśką same, dobre duszki nas nie opuściły, nie pozwoliły żebyśmy w te dni były same.
Miałyśmy nawet swój własny koszyczek ze święconką, świąteczne śniadanko, świąteczny obiad...
Gdybym tylko miała swoich najbliższych przy sobie poczułabym sie jak w domu ... tak się cieszę, żę mogłam mieć Mamuśkę przy sobie ...
Ale myśl , że następne święta muszę już spędzić z nimi jeszcze bardziej motywuje mnie do dalszej walki.
Obudziłam się dzisiaj z wielką "kluchą " w gardle, znowu to przerażenie , ten wszechobecny strach ... Nie znoszę tego uczucia ...
Odeszła kolejna osoba, przegrał walkę z tym draństwem ...
Glejak zebrał swoje żniwo ...
Tak chciałabym, żeby to była nieprawda ...
Odeszła kolejna osoba, przegrał walkę z tym draństwem ...
Glejak zebrał swoje żniwo ...
Tak chciałabym, żeby to była nieprawda ...
Staram się jak mogę , naprawdę się staram odpychać złe myśli od siebie, no ale czasami jest to silniejsze ode mnie...
Dzisiaj mija równiutkie dwa miesiące odkąd przybyłam tutaj po życie... dosłownie po życie... I to właśnie dzisiaj tęsknota staje się niewyobrażalnie odczuwalna...
Wierze, że to cierpienie nie pójdzie na marne ...
A to światełko, które zaświeciło dla mnie 19 marca będzie mnie w końcu ślepić swoją jasnością.
Ciagle mam w głowie sobotnia rozmowę ... z osoba, która w jednej chwili stała się bliska mojemu sercu, która walkę z tym paskudnym skorupiakiem wygrała... że cieszy się , że zachorował właśnie na raka ... miał szczęście, bo miał szansę powalczyć... powalczyć po to... żeby żyć.
Więc walczę i chociaż oczy pełne łez cieszę się że tą szansę otrzymałam...
piątek, 29 marca 2013
[ 66 ] GŁĘBOKI ODDECH ...
Czas wziąć głęboki oddech ...
To wszystko zaczyna do mnie docierać ...
Uświadamiam sobie, że to naprawdę się dzieję ...
Strach mnie jednak nie opuszczcza ... Mam świadomość tego ile za mną , ale ile jeszcze przede mną...
Pierwsze wygrane starcie za mną ... ale co przyniesie przyszłość ???
Ile jeszcze zdołam znieść ???
Tęsknota jest coraz większa ...
Święta ...
Nie czuję tego w ogóle ...
Wszystko jakoś straciło sens ... To jakieś zupełnie nowe doświadczenie ... Cholernie bolesne ...
Ja tu ... Oni tam ...
Doceniam to wszystko co się wokół mnie dzieje ... I życia mi nie starczy żeby się za wszystko i wszystkim odwdzięczyć... A będę miała sporo do zrobienia i w Polsce i tu za oceanem ...
Przez ostatni cały tydzień ani razu nie zapłakałam, to dobry znak ...
Łzom mówimy stanowcze nie !!!
Mówimy, ale czy posłuchają ???
Niedziela Palmowa to kolejny cudowny dzień, kiedy człowiek dostrzega silę ludzkich serc ...
Akcja " Ciasto i kawa dla Karoliny " w polskim kościele ... to przerosło moje i nie tylko moje najśmielsze oczekiwania ...
Wszyscy dwoili się i troili, żeby wypadło cacy !!! I nie mogło być inaczej ...
Tyle ludzi ... Tyle przyjaznych oddanych duszyczek ... Tego nie da sie opisać to trzeba było zobaczyć ...
I to wszystko dla mnie ...
Zwykłego szaraczka ...
Chce krzyczeć , że ten SYF w mojej głowie nie ma z takim wsparciem szans !!!
Krzyczę głośno i wyraźnie !!! Mam nadzieję, że usłyszy !!!
I kiedy ks. Marek z Polski mówił na mszy o mnie, mówił do mnie ... kiedy zaśpiewał specjalnie dla mnie piosenkę .... siedziałam w ławce .... ryczałam jak bóbr ...
To ukoiło na chwilę mój ból ... na długa chwilę ...
Ale dla takich chwil właśnie warto żyć ...
To wszystko było takie niesamowite, że aż niewiarygodne ...
I to dokładnie 24 marca ... Właśnie w niedzielę Dziadziu skończyłby 80 lat ... nie doczekał, ale z góry patrzył ... Patrzył i mam nadzieję, że na Jego twarzy pojawił się błogi uśmiech ... bo na mojej zagościł ...
Moje dziewczyny , które wszystko zorganizowały ... Pisze moje bo one są moje !!! Wszyscy jesteście moi !!! Nie mogę tego nazwać inaczej ... Nie potrafię i nie chcę nawet myśleć inaczej ...
To daje mi tyle siły, daje poczucie bezpieczeństwa ...
Próbuję się zaprogramować na pozytywne myślenie ...
Tyle się ostatnio dzieje, że nie nadążam za tym wszystkim myśleć.
Nie ma mnie w domu ... a Wy ... Wy tam nie zapominacie ...
na bieżąco dochodzą do mnie informacje co się dzieje
W zeszłą sobotę koncert ... w środę turniej bowlingowy ...
Chciałabym móc tam być , wszystkich wyściskać ...
Kurcze tyle emocji..
Teraz chyba muszę zacząć się martwić nie o mój mózg, ale o serce ...
Biedne nie wiem ile jeszcze tych wrażeń wytrzyma ...
Serce musi być silne !!!
Musze pogonić jeszcze ok. 3,5 centymetrowe GADZISKO z mojej głowy!!!
Muszę !!!
Ja po prostu muszę !!!
środa, 20 marca 2013
[ 65 ] W ZYCIU PIĘKNE SĄ NIE TYLKO CHWILE ...
Ten dzień był pełen wrażeń...
Jeszcze nie ochłonęłam ...
Jeszcze dochodzę do siebie ...
Zaczęło się niezwykle miło, kiedy Mamuśka obudziła mnie śpiewem i całusami...
Wstałyśmy wcześnie rano...
O 9:15 miała wybić godzina zero, spod Burzynski Clinic po 8:00 miał mnie zabrać kierowca i dowieźć na rezonans na radiologię...
Dotarłysmy pod klinikę, wsiadłyśmy zestresowane z Mamuśką ... i pierwszy zonk.
Wystarczyło, że tylko zasiadłam w samochodzie i ten nagle nawalił :-)
Ani myślał zapalić :-)
Na mojej twarzy po raz pierwszy pojawił się wtedy uśmiech ...
Spojrzałyśmy z Mamuśką po sobie i ta z rumieńcem na twarzy rzekła do mnie :
" No to zaczyna się :-) ".
Ja niewiele myśląc skwitowałam to stwierdzeniem, że teraz pewnie rezonans się popsuje bo z moim szczęściem wszystko możliwe ...
W końcu na wysokich obrotach przy pomocy pogromcy dróg Krysi dotarłyśmy do zamierzonego celu.
I w tym momencie myślałam, że padnę ze śmiechu kiedy okazało się, że jest awaria aparatu. Badanie przesunięte. Początkowa wersja zakładała, że naprawa potrwa godzinę. W trakcie okazało się jednak, że dłużej więc... wróciłyśmy do Burzynski Clinic, żeby tam w spokoju oczekiwać na badanie. I tak mijała pierwsza godzina, druga, trzecia i czwarta . W końcu dałam za wygraną i otulona kocykiem zasnęłam nie mysląc w ogóle o tym co się dzieje...
W końcu nie mogło byc w moim przypadku normalnie :-)
I przed 14:00 zadzwonił telefon !!! Mam się zbierać !!! Szybko się ogarnąć !!! Dzieje się !!!
Wszystko na wysokich obrotach !!!
Prawie w biegu !!!
I jeszcze dr Barbara Burzyńska prowadzi mnie do pokoju bo muszę szybko dokumenty podpisać...
Kroczymy w przyśpieszonym tempie... naciskamy klamkę drzwi, wchodzę za nia i zamieram w bezruchu ...
Słysze tylko słowa piosenki : Happy Birthday to You... Happy Birthday to You ... i oczom nie wierzę ...
To był jakiś film ... piękna niekończąca się opowieść.
Tyle osób łącznie z Dr Burzyńskim na czele zrobiło mi niespodziankę ...
Język stanał mi w gardle ...oczy zalały się łzami ... zaparło dech w piersiach ...
Nikt nigdy nie zrobił mi takiej niespodzianki ...
I choć tęsknota za domem w dniu dzisiejszym była straszna, strach przed badaniem ogromny to w tamtej chwili wszystko odpłynęło...
Byłam taka szczęśliwa ...
Nadal jestem ...
I dmuchając te 31 świeczek na tym "moim" torcie pomyślałam o tym jednym , jedynym wyczekiwanym marzeniu ...
Nie mogłam w to wszystko uwierzyć ... do tej pory nie mogę ...
Siedziałam oszołomiona ...
Taka wzruszona ...
To było wspaniałe przeżycie ...
A to jak sie okazało był dopiero początek ...
W mega szoku pojechałam w końcu na rezonans ...
Nie czułam po prostu nic...
Jechałyśmy z Mamuśką w samochodzie,a mnie buzia sie nie zamykała
z zachwytu...
Nawet nie wiem kiedy dotarłyśmy na radiologię, nie wiem kiedy wśliznęłam się to MRI , nie wiem kiedy skończyło się badanie ... cały czas miałam przed oczami niespodziankę ...
Z nagranym badaniem na płycie zmierzałam spowrotem do "mojej" kliniki.
Było już późno ...
Nie liczyłam na to , że dzisiaj poznam wyniki...
Jednak to co sie wydarzyło przerosło moje wszelkie oczekiwania !!!
W drodze powrotnej zadzwonił telefon ... hmm... KLINIKA... myślałam, że z informacją że mam jechać odrazu do domu
Nie !!!
To dr Burzyńska z drżącym , radosnym głosem wyśpiewała mi : JEST LEPIEJ !!! GUZ SIĘ ZMNIEJSZYŁ o 20 % !!!
Ale jak to ??? Skąd wiedzieli ??? Przecież ja jeszcze nie dotarłam do Nich z płytą !!! Wszyscy byli tak zniecierpliwieni , że jakimś elektronicznym sposobem z radiologii do kliniki przesłali mój obraz ...
Nie wierzyłam ...
Dalej nie mogę uwierzyć w to co usłyszałam ...
Wyłam ze szczęścia jak dziecko ...
A Mamuśka wtórowała mi niczym rozhisteryzowana wilczyca ...
Dotarłyśmy rzutem na taśmę, czekali na mnie ... czekali, żebym sama zobaczyła na własne oczy to o czym mówią ...
Kiedy lekarz wyświetlił mi na ekranie obraz mojego guza z 29 stycznia 2013 i dzisiejsze skany o mało nie padłam na ziemię.
Gołym okiem było widać różnicę ...
20 % ...
Cudem dla mnie była stabilizacja obrazu ... nawet nie marzyłam o czymś takim ...
To najpiękniejszy prezent jaki mogłam sobie wymarzyć ...
Od razu pomyślałam o moim Dziadziu... nie doczekał ... ale wiem, że ma w tym swój współudział ... Czuwa tam z góry ... a ja tak cholernie tęsknie ...
Płacz Taty w telefonie, Bączka, Hubcia to niezapomniane chwile... uściski w klinice, całusy od tylu wspaniałych ludzi, którzy są ze mną, wiadomości , telefony od moich houstońskich i polskich przyjaciół pozostaną na wieki w mojej pamięci...
Ten dzień jednak miał się jeszcze nie skończyć ...
Moje kolejne kliniczne anioły Małgosia, Jaga i Krysia porwały mnie na meksykańską ucztę !!!
Wrażeń i niespodziankom nie było końca !!!
A kiedy dwóch super kelnerów stanęło przede mną z ciastkiem i zapaloną świeczka śpiewając Happy Birthday to You... łzy popłynęły mi po policzku ... biedni wystraszyli się , bo nie sądzili , że to łzy szczęścia ... nie wiedzieli, ale kiedy powiadomiliśmy ich , że świętujemy nie tylko moje urodziny ale pierwszy sukces w walce z tym DZIADEM gratulacjom nie było końca !!!
Wrażeń od samego rana miałam tyle, że nie sposób normalnie zasnąć ...
Łeb mam jak stodoła ...
To bajka ... niekończąca się opowieść ...
Gdyby wiara innych ludzi, ich troska, opieka mogła leczyć juz dzisiaj byłam zdrowa ...
Wojna dalej trwa ...
Ale pierwsza bitwa wygrana
1 : 0 dla mnie !!!
Wojna dalej trwa ...
Ale pierwsza bitwa wygrana
1 : 0 dla mnie !!!
WSZYSTKIM Z CAŁEGO SERCA ZA DZISIEJSZY DZIEŃ DZIĘKUJĘ ...
Kalusia
poniedziałek, 18 marca 2013
[ 64 ] BOJĘ SIĘ ...
Jestem przerażona ... dosłownie przerażona ...
To jakieś apogeum ...
Kumulacja...
Zbierało się we mnie chyba już od dłuższego czasu ...
Strach wziął górę...
Boję się ...
Tak bardzo się boję ...
Niedługo minie w maju 2 lata jak nie przestaje sie bać ...
Dzisiaj nie wytrzymałam ... pękłam ...
Jak dziecko...
Nie rozumiem dzisiaj niczego ...
Chce tylko jednego ...
...
W moim mózgu coraz ciaśniej , ale szaleje w nim burza ...
" Ciemno wszędzie , głucho wszędzie
co to będzie ... co to będzie ... "
" Ciemno wszędzie , głucho wszędzie
co to będzie ... co to będzie ... "
piątek, 15 marca 2013
[ 63 ] RAZ NA WOZIE ...RAZ POD WOZEM ...
Jak mówi stare dobre przysłowie raz na wozie ...raz pod wozem ...
Niby staram sie odganiać,złe myśli od siebie, niby staram się być twarda... niby czasami mi się to udaje , ale za chwilę wielkie bum !!!
Małe porażenie prądem i zejście na ziemie ...
Leże i marzę , żeby być tu na wycieczce ...
A tymczasem ...
Tymczasem jestem na wojnie ...
Ale w tej wojnie jest wielu sojuszników dzięki, którym trzymam sie jeszcze w pionie ...
I to właśnie dzięki Nim wszystkim czasami, przez moment zapominam po co tu przyjechałam ...
To chwilowe, ulotne , ale te chwile jednak są ...
I to jest w tym wszystkim bezcenne ...
Nie !!!
Nie poddaje się, ale mam chwilowe zachwiania równowagi, panicznego lęku ...
Nie poddaje się, ale mam chwilowe zachwiania równowagi, panicznego lęku ...
Wychodzę z uśmiechem na twarzy bo tego podobno to GADZISKO nie znosi
Żadna ze mnie bohaterka !!!
Zwykła szara mysz, a tylu bliskich ludzi mam wokół siebie ... tu na miejscu i po drugiej stronie za oceanem ...
To wszystko jest takie niesamowite, że nie może się źle skończyć ... przecież bajki zawsze mają szczęśliwe zakończenie .
I chociaż ostatnio było trochę sensacji, była niemoc to przez ostatni tydzień czułam sie przez chwilę szczęśliwa.
Najpierw niespodzianka ze strony dr Burzyńskiej i wycieczka do Zatoki Meksykańskiej. I ironia losu musiałam zachorować , żeby to wszystko zobaczyć. Bóg jednak czuwał nad wszystkim i w tym dniu zapewnił mi boskie samopoczucie.
Potem kolejna niespodzianka... musiałam przelecieć tyle tysięcy kilometrów żeby spotkać moją rodaczkę z Dąbrowy Górniczej. Świat jest jednak mały ...
I piątek .... Dzień Kobiet... Kiedy odebrałam pocztę i zobaczyłam wiadomość i zdjęcie od moich chłopaków z pracy... z życzeniami poryczałam się jak dziecko ... już z nimi nie pracuje, a pamiętali ...
Kurcze nawet teraz jak to pisze ścisnęło mnie za gardzioł i w oku kręci ... jakie to było miłe ...
W sobotę kolejna niespodzianka i wycieczka do ogrodów z azaliami, też dałam radę !!!
A moja Gusia i Szefowa byłyby pewnie w siódmym niebie !!! Tyle kwiatów, tyle zieleni, no istny raj na ziemi !!!
Niedzielny obiad u Hani i Wojtka ... i poczułam się jak w domu ... Zbyt towarzyska to chyba nie byłam bo zasnąć w towarzystwie przy stoliku na kanapie to chyba nie należy do dobrego tonu :) Ale nikt sie przecież nie pogniewał. I tak byłam twarda . Po chemii , po wlewie ... Kryzys przyszedł wieczorem ... ale zacisnęłam zęby i rano już wszystko wróciło do normy.
Ostatnio poczułam się jak dziecko, kiedy Krysia wzięła nas do Aquarium. Jazda kolejką, oglądanie rekinów to wszystko przywołało wspomnienia z dzieciństwa...
I chociaż wszyscy wokół mnie nie przestają się mną zajmować, wychodzą z siebie żebym nie myślała, stwarzają namiastkę rodzinnego domu ,to mój mózg już się zaprogramował i strach wziął górę ...
Trzęsę się jak osika na wietrze ...
Rezonans zbliża się wielkimi krokami ...
Chyba zaczynam pomału wariować ...
Człowiek chciałby myśleć o czym innym ... tyle , że się nie da ...
Dzisiejsza wizyta w klinice i kolejne badania trochę mnie podbudowały
Jest jakiś pierwszy sukces ... kolejne badania krwi pokazują, że mój organizm dzielnie walczy !!!
Wszystkie wyniki jak najbardziej w normie !!!
Więc to chyba dobry znak !!!
Najważniejsze , że jeszcze pełzam w pionie
Sama powłóczę nóżętami ;-)
Wiem, że ten rezonans w moje urodziny to jakiś znak ...
We wtorek tez przeprowadzka do kolejnej dobrej istoty, która przygarnie nas pod swoje skrzydła ...
Dużo sie będzie działo jak na jeden dzień ...
Ale byle nie było gorzej to będzie mega sukces !!!
Stabilizacja !!!
O tym marze !!!
Na to liczą moi lekarze...
To jeszcze zbyt krótki czas żeby spodziewać się cudu ... ale stabilizacja będzie już cudem i pierwszym krokiem do sukcesu !!!
Wielkim krokiem w przyszłość ...
Po to co najcenniejsze...
Po to co najważniejsze ...
Ostatnio poczułam się jak dziecko, kiedy Krysia wzięła nas do Aquarium. Jazda kolejką, oglądanie rekinów to wszystko przywołało wspomnienia z dzieciństwa...
I chociaż wszyscy wokół mnie nie przestają się mną zajmować, wychodzą z siebie żebym nie myślała, stwarzają namiastkę rodzinnego domu ,to mój mózg już się zaprogramował i strach wziął górę ...
Trzęsę się jak osika na wietrze ...
Rezonans zbliża się wielkimi krokami ...
Chyba zaczynam pomału wariować ...
Człowiek chciałby myśleć o czym innym ... tyle , że się nie da ...
Dzisiejsza wizyta w klinice i kolejne badania trochę mnie podbudowały
Jest jakiś pierwszy sukces ... kolejne badania krwi pokazują, że mój organizm dzielnie walczy !!!
Wszystkie wyniki jak najbardziej w normie !!!
Więc to chyba dobry znak !!!
Najważniejsze , że jeszcze pełzam w pionie
Sama powłóczę nóżętami ;-)
Wiem, że ten rezonans w moje urodziny to jakiś znak ...
We wtorek tez przeprowadzka do kolejnej dobrej istoty, która przygarnie nas pod swoje skrzydła ...
Dużo sie będzie działo jak na jeden dzień ...
Ale byle nie było gorzej to będzie mega sukces !!!
Stabilizacja !!!
O tym marze !!!
Na to liczą moi lekarze...
To jeszcze zbyt krótki czas żeby spodziewać się cudu ... ale stabilizacja będzie już cudem i pierwszym krokiem do sukcesu !!!
Wielkim krokiem w przyszłość ...
Po to co najcenniejsze...
Po to co najważniejsze ...
wtorek, 5 marca 2013
[ 62 ] NIE JESTEM SAMA ...
Ta piosenka doskonale nadaje sie do obecnej sytuacji , w której się znalazłam...
Bo ja naprawdę NIE JESTEM SAMA !!!!
Cały czas wszyscy mi to uświadamiają ...
To niesamowite... to wszystko to jakiś cudowny sen ... piękny sen .... sen, który nie może się źle skończyć ...
Nie mogę się obudzić ... to jest zapowiedź czegoś niezwykłego, czegoś najlepszego ...
te ostatnie kilka dni, to dni pełne wrażeń, pełne wiary, że nadejdzie lepsze jutro !!!
Wszyscy dbają tu mnie, nie pozwalają myśleć o tym, że jestem chora ...
Chociaż o tym nie da się zapomnieć , ale można w jakimś stopniu złagodzić ...
Najpierw w Polsce dzięki ludziom, którzy mnie otaczali i nie tylko wierzyłam, że to co jeszcze rok temu było dla mnie nierealne okazało się do zdobycia !!!
Jestem tutaj, w miejscu gdzie od samego początku wierzyłam, że będzie mi dane sie znaleźć ...
Teraz jestem tutaj i jedynym celem bez względu na wszystko jest pozbycie się tego cholernego Gó....a !!!
Kolejny znak ... 19 marzec ... moje 31 urodziny ... i.... data mojego pierwszego rezonansu ...
Przypadek ???
Dobry znak ???
Prezent ???
W pierwszej chwili kiedy Pani Doktor mi to oznajmiła wpadłam w panikę...
Jak to ??
To moje urodziny ... panika, lęk, oblały mnie poty na całym ciele ...
Mamuśka mnie uspokoiła, że to dobry znak, zrządzenie losu, no bo jak to inaczej wytłumaczyć ???
To musi być dobry znak !!!
Dziadziuś jeden z drugim czuwa ...
Dziadziuś jeden z drugim czuwa ...
Czyli odliczamy ...
W sobotę po piątkowych wiadomościach z kliniki padłam z wrażenia i przeleżałam cały dzień ...
Zbierałam siły na nadchodzące dni, bo to co sie wydarzyło ostatnio na długo pozostanie w mej pamięci ...
W niedziele lunch zorganizowany specjalnie dla mnie przez wspaniałych ludzi. Nie spodziewałam się, że poznam tylu wspaniałych osób.
Wyjeżdżając tutaj wiedziałam, że lecę po życie ale strach przed tym co mnie tu spotka był ogromny. Myślałyśmy z Mamuśką, że będziemy tutaj same nie znające języka..
A tu na każdym kroku zaskakuje nas ludzka zyczliwość.
Przyjęcie charytatywne .... baaaa czułam się jak na ekskluzywnym rodzinnym bankiecie
I pomyśleć, że cała ta akcja była dla mnie
Ze wzruszenia ciężko było mi wydukać na początku jakiekolwiek słowa
Tego nie dało się opisać ...
Nie było czasu myśleć o chorobie ...
A przecież o to w tym wszystkim chodzi !!!
Nie dać GADZINIE satysfakcji, że zawładnęła moim życiem !!!
ja naprawdę czuję, że nie jestem tutaj sama !!!
No bo jak tu się czuć samotnym z taką ekipą ???
I naprawdę te parę ładnych godzin trochę mnie wykończyło, ale kurcze radość w serduchu była niesamowita ...
I tak pobeczałam sobie troszkę ale nie były to łzy smutku ... były to łzy radości ...prawdziwe łzy radości ...
I chociaż strach i tęsknota są potworne takie chwile dodają mi skrzydeł...
A czytając wiadomość od Papy z Polski KOCHAM KOCHAM KALUNIE CÓRUNIĘ wiem, że dlatego muszę walczyć !!!
Od jutra znowu chemia, więc mocy przybywaj !!!
środa, 27 lutego 2013
[ 61 ] ZATRZYMAĆ CZAS ...
Cofnąć już czasu nie mogę ...
Ale gdybym chociaż mogła go zatrzymać...
A ten galopuje w zastraszającym tempie ...
Jeszcze kilka dni i w sobotę minie miesiąc jak tutaj jestem ...
I jak ???
Kiedy ???
Przeraża mnie to coraz bardziej ...
Miniony poniedziałek ...
Nastawiłyśmy z Mamuśką budzik na 6:00 tutejszego czasu... w Polsce była 13:00... Ostatnie pożegnanie Dziadzia ...
Chyba to do mnie nie dociera i jeszcze długo nie dotrze ...
Próbuję sie jakoś pozbierać do kupy, ale to cholernie trudne ...
Wiem jak do dzisiaj tęsknie za pierwszym Dziadziem, który odszedł ponad 12 lat temu ...
Teraz będę tęsknić ze zdwojoną siłą ...
A ból... ból jest przeogromny ...
A ból... ból jest przeogromny ...
Wiem, że daleka droga jeszcze przede mną, ale to już prawie półmetek pierwszego starcia tutaj za oceanem. Jeszcze trochę ponad miesiąc i rezonans ...
Na samą myśl włosy, które usilnie trzymają się na głowie stają mi dęba ...
Co to będzie ...
Wiem jedno nie znalazłam sie tutaj przypadkiem, jestem tutaj po coś !!!
I to wszystko nie może pójść na marne
Żegnając się na lotnisku z moim Papą, z moim Bączkiem , Hubciem i Angeliką, której chciało się zerwać z łóżka przed piata rano, zastanawiałam się ile jeszcze mogę unieść, strach był przeogromny ... Jak to wszystko dalej będzie ... Same na drugim końcu świata, ze znienawidzonym potworem w mojej głowie ...
I w życiu bym nie przypuszczała, że podołam ... myślałam, że upadnę już na starcie ... i pomimo, iż nie ma dnia żebym nie zapłakała w poduszkę zauważyłam, że coraz więcej razy uśmiech gości na mojej twarzy... że mam coraz więcej sił fizycznych ...
Odbieram to jako dobry znak...
Dobry znak tego co przyniesie przyszłość ...
Tam na górze czuwa przecież zwarta armia, a tu na Ziemi czuwa jeszcze większa rzesza ludzi ...
Cos przeciez musi być na rzeczy, że naprawdę znoszę jak na razie leczenie całkiem nieźle...
Już niebawem przede mną kolejny cykl chemioterapii
Kolejny wlew dożylny poszedł gładko
Naprawdę obyło się bez żadnych ekscesów...
Pomału przyzwyczajam sie do codziennego łykania tej ilości tabletek...
Cholender boję się głośno o tym mówić, żebym nie wypowiedziała tego w złą godzinę, ale w końcu raz się żyje !!!
Niedługo chyba nawet otwarcie przyznam, że polubiłam wbijanie igieł, portów i wszelkiego rodzajów wenflonów w moje żyły, a te podobno są piękne :-)
Nie lubię tylko teraz mojej twarzy ... cóż niestety pojawiła się na niej okropna wysypka od leków, ale to podobno dobry znak ...
A niech sobie będzie na tej buzi co chce... modelka nigdy nie byłam i nie będę... tyle tylko, że to dokucza, pęka i boli ...
Ale jak to powiedziała dzisiaj moja cioteczka wszystko co złe w moim organizmie i niepotrzebne wychodzi , więc może to to GADZISKO w końcu zaczyna kapitulować ...
Patrzę na to zdjęcie i sama nie mogę sie sobie nadziwić jak zmieniły sie priorytety w moim życiu, jak wszystko uległo przewartościowaniu
Kiedyś na samą myśl o pryszczu na twarzy wpadałam w histerie !!! A teraz moja twarz pokryta jest paskudną wysypką i nie rusza mnie to !!!
Bo co to jest za problem ...
Gdyby ktoś jeszcze rok temu powiedział mi, że będę w tym miejscu o tej porze nie uwierzyłabym...
Jednak od samego początku wierzyłam, że to dla mnie olbrzymia szansa i jestem skłonna znieść wszystko i zrobić wszystko byle sie GO pozbyć, byle wrócić do domciu, a tutaj wpadać do Houston na kontrole ... i w odwiedziny do moich anielskich duszyczek !!!
Mogę leżeć pod tymi wlewami, kroplówkami i Bóg wie czym jeszcze bezustannie byle tylko trafić do celu !!!
I choć z tą siłą różnie bywa, nadzieja jeszcze we mnie nie umarła i będzie do końca ....
Mam nadzieję długiego końca ...
Gdyby tak dało się zatrzymać czas ...
piątek, 22 lutego 2013
[ 60 ] OGROMNY BÓL [ * ]
Ból rozrywa mi serce ...
Od kilku dni zbieram się w sobie, staram się to jakoś wytłumaczyć...
Jeszcze nie potrafię ...
Mój Kochany Dziadziuś odszedł... powiększył grono Aniołów ...
Bo gdzie indziej mógł trafić ??? ...
W poniedziałek pogrzeb...
A Ja ??? Ja na drugim końcu świata borykam się z tym z Mamcią ...
Nie jesteśmy same, jest tyle osób z Nami ...
Ale to boli... tak strasznie boli ...
To jakiś sen ... zły sen... Czekam , żeby się z niego obudzić ...
Tak chciałabym, żeby wszystko było inaczej...
Być na miejscu , móc go przytulić, móc z nim pożartować...
Już nigdy tego nie zrobię, nie będę miała tu na Ziemi okazji ...
Muszę czekać na spotkanie po drugiej stronie ...
Odszedł mój drugi kochany Dziadziuś ...
Od wczoraj nie śpię, błąkam się jak cień i zadręczam się ciągle pytaniem DLACZEGO TERAZ ???
Dlaczego musiał tak strasznie cierpieć ???
Gdzie tu sens ???
Przed moim wyjazdem tak strasznie się tego bałam, tak Go prosiłam żeby na mnie poczekał...
Nie miał już siły ...
I ta myśl, że dzień przed śmiercią pomimo, iż nie było z Nim prawie kontaktu, pytał właśnie o mnie ... Ciągle mam w głowie Jego słowa, kiedy dowiedział, że jestem chora : " Karolinka, zobaczysz Dziadek Ci to mówi będziesz zdrowa, wyleczysz się "...
Nie doczekał tej chwili ...
Nie doczekał tej chwili ...
Nie ogarniam tego wszystkiego co się dzieje w moim życiu ...
Dziadziusiu to dla Ciebie ...
wtorek, 19 lutego 2013
[ 59 ] PROMYK SŁOŃCA W MOIM ŻYCIU ...
To były naprawdę DOBRE DNI !!!!
Nie tyle, że słoneczne, nie tyle że ciepłe tylko moje super dobre dni. Już nie pamiętam kiedy miałam tak dobre samopoczucie psychiczne !!!
Ostatnio pokonałyśmy z Mamuśką spory dystans pieszo, spacer był nieziemski, a dyskusjom nie było końca ...
Analizowałyśmy to co dzieje sie wokół mnie odkąd wylądowałam w Houston.
To jakiś sen... piękny sen ...
Nie tyle, że słoneczne, nie tyle że ciepłe tylko moje super dobre dni. Już nie pamiętam kiedy miałam tak dobre samopoczucie psychiczne !!!
Ostatnio pokonałyśmy z Mamuśką spory dystans pieszo, spacer był nieziemski, a dyskusjom nie było końca ...
Analizowałyśmy to co dzieje sie wokół mnie odkąd wylądowałam w Houston.
To jakiś sen... piękny sen ...
Od samego początku tej "podróży" spotykam na swojej drodze samych dobrych, pomocnych ludzi ...
Najpierw tylu ludzi w Polsce, którzy cały czas stają na rzęsach żeby pomóc mi w zebraniu środków na moje leczenie !!!
Tutaj same dobre duszki, które zewsząd niosą pomoc ...
Ewa , Radziu moi pierwsi" gospodarze ", którzy przygarnęli mnie i Mamuśkę pod swój dach. Dzięki Nim potrafiłyśmy się odnaleźć w tej amerykańskiej rzeczywistości. Stworzyli Nam namiastkę domu dzięki czemu czułyśmy się bezpieczniej.
Od niedzieli przeniosłyśmy się do kolejnej dobrej duszyczki Ani i Jej rodzinki. Jej rozgadany synuś nawet na chwilę nie pozwala mi sobie przypomnieć, że jestem chora ... A sama Andzia serwuje mi iście antynowotworowe potrawy. Trzeba GADA atakować z każdej strony !!!
To niesamowite bo chociaż na chwilę udaje mi się o tym paskudztwie zapomnieć...
I od jutra kolejny cud tez życiodajnej podróży !!!
Kolejny Anioł stanął na mojej drodze ... Barbara Burzyńska żona samego
dr Burzyńskiego. Tej kobitce dosłownie urosną anielskie skrzydła.
Dzięki Niej na chwilę obecną nie martwimy się jak dotrzeć do kliniki, a tu bez samochodu nie ma niestety szans. Nawet gdybyśmy go miały to biedna Mamuśka byłaby bez szans, a ja no cóż pomocna za bardzo w tej kwestii nie jestem. Gadzisko tak się rozrosło, że uciska na nerw wzrokowy i mam znowu problem z prawym okiem ... Ale najważniejsze, że chodzę !!! Że normalnie rozumuje !!! A oko ??? Przecież musi wrócić do normalnego stanu !!!
Ale przyleciałam tu w jednym celu...POZBYĆ SIĘ GO !!! Oczywiście nie oka !!! Tylko TEGO co zagnieździło sie w moim mózgu ...
Więc do kliniki wozi nas szofer z kliniki !!!
A od jutra nasz kliniczny Anioł Pani Barbara załatwiła nam mieszkanie na pewien okres czasu blisko kliniki
To niesamowite bo chociaż na chwilę udaje mi się o tym paskudztwie zapomnieć...
I od jutra kolejny cud tez życiodajnej podróży !!!
Kolejny Anioł stanął na mojej drodze ... Barbara Burzyńska żona samego
dr Burzyńskiego. Tej kobitce dosłownie urosną anielskie skrzydła.
Dzięki Niej na chwilę obecną nie martwimy się jak dotrzeć do kliniki, a tu bez samochodu nie ma niestety szans. Nawet gdybyśmy go miały to biedna Mamuśka byłaby bez szans, a ja no cóż pomocna za bardzo w tej kwestii nie jestem. Gadzisko tak się rozrosło, że uciska na nerw wzrokowy i mam znowu problem z prawym okiem ... Ale najważniejsze, że chodzę !!! Że normalnie rozumuje !!! A oko ??? Przecież musi wrócić do normalnego stanu !!!
Ale przyleciałam tu w jednym celu...POZBYĆ SIĘ GO !!! Oczywiście nie oka !!! Tylko TEGO co zagnieździło sie w moim mózgu ...
Więc do kliniki wozi nas szofer z kliniki !!!
A od jutra nasz kliniczny Anioł Pani Barbara załatwiła nam mieszkanie na pewien okres czasu blisko kliniki
I jak tu nie wierzyć w ludzi !!!
Małgosia z Kliniki , która dba o mnie troszczy się martwi co jem , jak jem jak się czuję ...
To wszystko wydaje mi się takie nieprawdopodobne...
Tylu dobrych ludzi w Klinice i poza nią jest wokół mnie, którzy sie troszczą i dbają o to, żebym skupiała się tylko na leczeniu, a nie zaprzątała sobie głowy niczym innym.
Nie chce zapeszać i boję sie tego mówiąc na głos , ale ze względu na to, że jak na razie znoszę terapię całkiem dobrze wizyty w klinice zostały zredukowane do jednego razu w tygodniu... Juz nie muszę się tam stawiać codziennie i mam nadzieję, że tak do rezonansu już zostanie. A ten zbliża się coraz szybciej. Zaczął się 3 tydzień terapii a pierwsze skany mam mieć robione po 8 tygodniach. Więc za około 5 tygodni pierwsza chwila prawdy. Mam nadzieję, że nie wypowiedziałam tego w zła godzinę ...
Kolejna wizyta w piątek i kolejny wlew ... Mam nadzieję , że i ten zniosę tak jak pierwszy czyli rewelacyjnie.
Ale tfu ... tfu ...
Pomimo wszystko , że tylu wspaniałych ludzi wokół mnie się troszczy dzisiaj łezka strachu poleciała ...
Staram się jak mogę odganiać złe myśli, ale czasami jest to naprawdę bardzo trudne.
Jeszcze ta tęsknota ... Kiedy rozmawiam z Tatuśkiem , z Hubciem, z Bączkiem czy z kimkolwiek z moejj rodziny jest niesamowita radość ale potem za chwilę ściska w gardle ...
No ale trzeba być silnym, nie mam innego wyjścia ...
Najważniejsze , że kryzys minął
Więc ponawiam CHWILO TRWAJ !!!!
wtorek, 12 lutego 2013
[ 58 ] POD GÓRKĘ ...
Cóż sprawdza się stare przysłowie " Nie chwalmy dnia przed zachodem słońca "
Wszystko szło ładnie pięknie , aż wczoraj po południu prysnęła bańka mydlana ...
Przyszedł kryzys...
Przyszedł kryzys...
Słabość, niemoc mnie dopadła, nudności, które wyłączyły z życia na jeden dzień.
Przespałam cały wczorajsze południe, całą noc i cały dzisiejszy dzień ...
Za bardzo się cieszyłam, że wszystko idzie zbyt gładko, bo naprawdę szło ...
Nawet wczorajsze wyniki krwi to potwierdziły , bo jak rzekła moja Pani Doktor są super !!!
No i proszę po przyjeździe do " naszego przyszywanego " domku nagły zwrot akcji.
Teraz jest o niebo lepiej, ale co dało popalić to dało ...
No ale i tak się trzymałam, na tą ilość leków, którą przyjmuje było dobrze... bo przyjąć dziennie 35 szt. tabletek, wziąć jedną serię chemii i jeden wlew dożylni kolejnego leku to i tak było super !!!
Teraz jest już lepiej, a mam nadzieje, że jutro będzie jeszcze lepiej...
Musi być ...
Zresztą tyle dobrych houstońskich duszyczek nade mną czuwa... że po prostu nie ma innej opcji ...
Zbieram się pomału do kupy...
No bo jakie inne wyjście ???
Teraz jest o niebo lepiej, ale co dało popalić to dało ...
No ale i tak się trzymałam, na tą ilość leków, którą przyjmuje było dobrze... bo przyjąć dziennie 35 szt. tabletek, wziąć jedną serię chemii i jeden wlew dożylni kolejnego leku to i tak było super !!!
Teraz jest już lepiej, a mam nadzieje, że jutro będzie jeszcze lepiej...
Musi być ...
Zresztą tyle dobrych houstońskich duszyczek nade mną czuwa... że po prostu nie ma innej opcji ...
Zbieram się pomału do kupy...
No bo jakie inne wyjście ???
sobota, 9 lutego 2013
[ 57 ] I PO WLEWIE ...
No to poszło !!!
Kolejny etap terapii i podanie wlewu dożylnego...
Trwało to ponad dwie godziny i jak na razie oczekiwanych skutków ubocznych brak !!!
Ale jak miło przyjmuje się lek kiedy nad głową wiszą zdjęcia osób , które zostały w klinice wyleczone !!!
Ale jak miło przyjmuje się lek kiedy nad głową wiszą zdjęcia osób , które zostały w klinice wyleczone !!!
Ja to chyba jakaś potyrpana jestem :-)
Ale mam swoją teorię na ten temat !!! To NIECHCIANY GOŚĆ wszystko pochłania i małe resztki zostają tylko w organizmie :)
No wiem , wiem ... sił nie mam za dużo, ale wszyscy włącznie z lekarzami i ze mną na czele byli przekonani, że będzie gorzej.
No ale cóż Jego wycieczka za totalną darmochę właśnie tutaj za oceanem się skończy i jak powiedziała moja Gusia wysadzę go tu na przystanku i do domu wrócę juz sama i tego się trzymam ...
Dzisiaj mija 5 pełny dzień terapii ...
Nawet nie wiem kiedy ... Minął dokładnie tydzień odkąd przyleciałam !!!
Ale jak ???
Kiedy to minęło ???
Tyle się dzieje, że nie nadążam ...
Ale nie ma co narzekać tyle na to czekałam !!!
Dzisiaj trochę ścisnęło mnie za serce ...
Tęskno mi potwornie ...
W dodatku dzisiaj Aga musiała wracać do domu ...
Ale trzeba walczyć dalej ...
Dzisiaj trochę ścisnęło mnie za serce ...
Tęskno mi potwornie ...
W dodatku dzisiaj Aga musiała wracać do domu ...
Ale trzeba walczyć dalej ...
czwartek, 7 lutego 2013
[ 56 ] Z LINII FRONTU ...
I zaczęło się !!!
Krótko, treściwie i na temat !!!
Atakujemy GADZISKO dość agresywnie !!!
Ostra walka właśnie się rozpoczęła, ja jestem już w czwartej rundzie i nadal się trzymam w pionie...
Tfu ... tfu ... co by nie zapeszyć !!!
Ilość przyjmowanych leków mnie powala, a będzie ich z każdym dniem więcej ale co tam !!!
Przecież warto !!!
Nie narzekam !!!
I do cholery niech tak zostanie !!!
Nie tryskam co prawda nieziemską energią, ale co najważniejsze powłóczę jeszcze nożyskami :-)
A to jest teraz najważniejsze !!!
Byle do przodu !!!
Pierwszy dzień w klinice...przedstawienie planu leczenie i atak z grubej rury, agresywna terapia !!! Nie ma na co czekać bo niestety LUCYPER znowu sie powiększył ...
Niestety wynik ostatniego rezonansu znowu nie był dla mnie pomyślny , ale następny już będzie !!!
Przecież nie po to przeleciałam przez pół świata, żeby to wszystko poszło na marne !!!
Dzisiaj był chwilowy kryzys, płacz, ogromny strach jak to wszystko dalej będzie ... dziś dopiero 4 dzień, a kasa topnieje w mgnieniu oka ... To trochę mnie i Mamuśkę przerosło ...
W ogóle dzień do pewnego momentu był bardzo smutny, płacz, lament...potem przyszedł długo oczekiwany spokój.
Nie chcę !!! Już nigdy nie chcę widzieć niczyich łez
Dzisiaj drugi dzień chemioterapii ... Tak to jeden z elementów terapii. Ilość leków , które przyjmuje zwala z nóg ale nie na tyle żebym nie mogła się podnieść !!! A codziennie dochodzą nowe.
Dzisiaj było koło 28 szt., a jutro będzie jeszcze więcej i pierwszy wlew dożylni !!!
Ale oczywiście, że dam radę !!!
To na razie tyle z linii frontu...
Trochę słaba jestem więc kładę się spać. Jutro kolejny dzień ...
Więc do boju !!!
Dzisiaj był chwilowy kryzys, płacz, ogromny strach jak to wszystko dalej będzie ... dziś dopiero 4 dzień, a kasa topnieje w mgnieniu oka ... To trochę mnie i Mamuśkę przerosło ...
W ogóle dzień do pewnego momentu był bardzo smutny, płacz, lament...potem przyszedł długo oczekiwany spokój.
Nie chcę !!! Już nigdy nie chcę widzieć niczyich łez
Dzisiaj drugi dzień chemioterapii ... Tak to jeden z elementów terapii. Ilość leków , które przyjmuje zwala z nóg ale nie na tyle żebym nie mogła się podnieść !!! A codziennie dochodzą nowe.
Dzisiaj było koło 28 szt., a jutro będzie jeszcze więcej i pierwszy wlew dożylni !!!
Ale oczywiście, że dam radę !!!
To na razie tyle z linii frontu...
Trochę słaba jestem więc kładę się spać. Jutro kolejny dzień ...
Więc do boju !!!
wtorek, 5 lutego 2013
[ 55 ] NADZIEJA W TEXASIE CZ.I ...
Dotarłyśmy ...
W sobotę o 18:35 houstońskiego czasu samolot uderzył o taflę lotniska i szczęśliwie wylądował ...
Podróż no cóż cholernie męcząca, ale dałyśmy z Mamuśką radę.
Nie straszne już Nam lotnisko Heathrow w Londynie, a o lotnisku w Houston już nie wspomnę :)
W sumie to rzeknę nieskromnie : jestem z Nas dumna !!!
Dałyśmy radę !!!
Przesiadka w Londynie odcisnęła piętno w mojej (naszej) psychice, ale jak to mówią co nas nie zabije to nas wzmocni !!!
Był szał, 4 godziny oczekiwania na samolot do USA to było zdecydowanie za mało ... Jazda autobusami, kolejkami po lotnisku to było wielkie coś !!! Ale co najważniejsze wszystko z Mamuśką odnalazłyśmy i trafiłyśmy ... a prosto nie było ...
Tak jak panicznie zawsze bałam się latać ...tak ten lot był zupełnie inny. Pomimo turbulencji nawet na sekundkę nie ogarnął mnie strach... kompletnie nic... Wiedziałam, że nic nie może sie stać... czułam że Bóg nade mną czuwa ... czułam, że czuwa nade mną moja A. i moja Dorcia !!!
Leciałam tu w wiadomym celu i tego sie kurczowo trzymałam ... że nic nie może mi się stać
Już od samego początku spotkałam się z niesamowitymi uczynnymi Amerykanami :-) Celnik ... no brak mi słów żeby wyrazić co czuję na samo wspomnienie o Nim... Dusza człowiek... Pomógł w wypełnieniu wszelkich dokumentów, przeprowadził bez kolejki przez następny etap !!! No normalnie szok...
Oczywiście pomyliłyśmy wyjścia i władowałyśmy się z się z Mamuśką do odlotów z Houston :) Ale czujna obsługa lotniska Nas poprowadziła dalej.
Zanim otworzyły się drzwi , widziałam już mordeczkę mojej Agi... Osoby , która nad całą ta wyprawa czuwa od samego początku !!! Mózg całej operacji pt. " Moje dalsze życie ".
Kiedy tylko ją zobaczyłam ... nogi mi się ugięły, a nasze oczy zalały łzami. W normalnej sytuacji ryczałybyśmy jak bobry, no ale teraz to już w ogóle szkoda gadać ...
Istna histeria :-)
W pozytywnym tego słowa znaczeniu ...
Byłam... baaaaa nadal jestem taka szczęśliwa , że się tu znalazłam.
Odkąd wysiadłam z samolotu mam same dobre przeczucia !!!
I proszę chwilo trwaj i mnie nie opuszczaj !!!
Kolejny punkt " życiodajnej wycieczki" to miejsce naszego obecnego zamieszkania...
I tu kolejny cud !!!
Zatrzymaliśmy się u cudownej rodziny, a powitanie jakie mi zgotowali zapamiętam do końca swojego jeszcze długiego życia !!!
Wiara w ludzi to coś co mnie od kilku miesięcy nie opuszcza !!!
Ale teraz to przerosło moje wszelkie oczekiwania ...
Spotykam na swojej drodze nie ludzi... spotykam Aniołów !!!
A Ewa , Radziu, dwoje cudownych blondwłosych dzieciaczków Zoe i Nadia oraz Pani Jola ( babcia) są ich żywym przykładem !!!
Zresztą to zdjęcie mówi samo za siebie...
Wzruszyłam się ... i jak patrzę na to zdjęcie serce mi kołacze do dzisiaj z wrażenia ...
Podróż niesamowicie mnie wymęczyła i kiedy prawie wpółprzytomna zorientowałam się , że w mojej walizce brakuje paru rzeczy trochę mną potrzepało !!!
Nie nie brakowało ich z tego powodu, że zapomniałam ale po prostu... okradli mnie na lotnisku prawdopodobnie w Londynie !!!
No ale cóż można teraz począć...
Cieszę się, że udało mi się tu dotrzeć...
Rozpoczęłam leczenie...
Ale o tym następnym razem ...
Trzymajcie kciuki mocno zaciśnięte !!!
Leciałam tu w wiadomym celu i tego sie kurczowo trzymałam ... że nic nie może mi się stać
Już od samego początku spotkałam się z niesamowitymi uczynnymi Amerykanami :-) Celnik ... no brak mi słów żeby wyrazić co czuję na samo wspomnienie o Nim... Dusza człowiek... Pomógł w wypełnieniu wszelkich dokumentów, przeprowadził bez kolejki przez następny etap !!! No normalnie szok...
Oczywiście pomyliłyśmy wyjścia i władowałyśmy się z się z Mamuśką do odlotów z Houston :) Ale czujna obsługa lotniska Nas poprowadziła dalej.
Zanim otworzyły się drzwi , widziałam już mordeczkę mojej Agi... Osoby , która nad całą ta wyprawa czuwa od samego początku !!! Mózg całej operacji pt. " Moje dalsze życie ".
Kiedy tylko ją zobaczyłam ... nogi mi się ugięły, a nasze oczy zalały łzami. W normalnej sytuacji ryczałybyśmy jak bobry, no ale teraz to już w ogóle szkoda gadać ...
Istna histeria :-)
W pozytywnym tego słowa znaczeniu ...
Byłam... baaaaa nadal jestem taka szczęśliwa , że się tu znalazłam.
Odkąd wysiadłam z samolotu mam same dobre przeczucia !!!
I proszę chwilo trwaj i mnie nie opuszczaj !!!
Kolejny punkt " życiodajnej wycieczki" to miejsce naszego obecnego zamieszkania...
I tu kolejny cud !!!
Zatrzymaliśmy się u cudownej rodziny, a powitanie jakie mi zgotowali zapamiętam do końca swojego jeszcze długiego życia !!!
Wiara w ludzi to coś co mnie od kilku miesięcy nie opuszcza !!!
Ale teraz to przerosło moje wszelkie oczekiwania ...
Spotykam na swojej drodze nie ludzi... spotykam Aniołów !!!
A Ewa , Radziu, dwoje cudownych blondwłosych dzieciaczków Zoe i Nadia oraz Pani Jola ( babcia) są ich żywym przykładem !!!
Zresztą to zdjęcie mówi samo za siebie...
Wzruszyłam się ... i jak patrzę na to zdjęcie serce mi kołacze do dzisiaj z wrażenia ...
Podróż niesamowicie mnie wymęczyła i kiedy prawie wpółprzytomna zorientowałam się , że w mojej walizce brakuje paru rzeczy trochę mną potrzepało !!!
Nie nie brakowało ich z tego powodu, że zapomniałam ale po prostu... okradli mnie na lotnisku prawdopodobnie w Londynie !!!
No ale cóż można teraz począć...
Cieszę się, że udało mi się tu dotrzeć...
Rozpoczęłam leczenie...
Ale o tym następnym razem ...
Trzymajcie kciuki mocno zaciśnięte !!!
niedziela, 3 lutego 2013
[ 54 ] NA MIEJSCU ...
Szczęśliwie dotarłyśmy...
Dopadła mnie niesamowita słabość...
Większość czasu przesypiam ...
Dopadła mnie niesamowita słabość...
Większość czasu przesypiam ...
Jutro napiszę resztę...
A teraz zbieram siły witalne przed jutrzejszą wizytą w klinice...
Wy już wstajecie...ja się dopiero kładę ...
Wy już wstajecie...ja się dopiero kładę ...
Trzymajcie kciuki !!!
czwartek, 24 stycznia 2013
[ 53 ] ODLICZANIE ...
Nerwówka...
Chaos ...
Nie ogarniam tego wszystkiego ...
Potworny strach wkradł się w moje życie , a czas tak galopuje , że ledwo rano otwieram oczy, a już zamykam je wieczorem...
2 luty 2013 godz. 7:45 start z Okęcia ... start po lepsze jutro ... start po życie ... przystanek w Houston...
Rozpoczęło sie odliczanie ...
Wczoraj dopadł mnie mega kryzys. Oczy odmówiły mi posłuszeństwa i wylałam morze łez ...
Strach, bezsilność, niemoc ...
Nie lecę tam na wycieczkę, ale po to by żyć !!!
Tak bardzo wierzę w to, że się uda ...
A jak to powiedziała moja kuzynka WIARA GÓRY PRZENOSI !!!!
A jak to powiedziała moja kuzynka WIARA GÓRY PRZENOSI !!!!
Nadzieja mnie nie opuszcza, ale strach paraliżuje do reszty ...
Szale goryczy przelała wizyta u Dziadzia w szpitalu :-(
Udało Nam sie wśliznąć na chwilę na oddział chociaż panuje zakaz odwiedzin ze względu na szalejącą grypę...
Leżał taki biedny, wymęczony... bez nogi ... :-(
Wszystko tak szybko się posypało ... choroba, szpital , amputacja ... Dopiero co przezywaliśmy małe zwycięstwo- wyniki Mamuśki, to kolejny cios ... za dużo tego wszystkiego, stanowczo za dużo !!!
Cały czas mam w pamięci obraz z wesela mojego kochanego Kuzyna prawie Brata, kiedy to wywijałam z Dziadziem na parkiecie... Ja jeszcze niczego nieświadoma okaz zdrowia i mój kochany. Dziadziuś ...
Rok później mieliśmy zatańczyć u mnie, nie zatańczyliśmy ... 9 miesięcy później rach, ciach i dowiaduje się że mam "OBCEGO" w głowie.
A teraz "OBCY" sie rozprzestrzeniania i na dobre rozgościł sie nieproszony w moim mózgu, a Dziadziuś ... Dziadziuś stracił nogę ...
Jakoś na tańce się w najbliższej przyszłości nie zanosi i ciężko będzie to jakoś zorganizować ...
To wszystko nie tak miało wyglądać, nie taki był scenariusz ...
Nie zgadzam sie !!! Nie chcę !!!
Tak bardzo sie tego wszystkiego boję ... tak bardzo boje sie co przyniesie przyszłość ...
Pozostało 9 dni ...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)







