PROSZĘ POMÓŻ MI WYGRAĆ BATALIE O ZYCIE ....

Bank Zachodni WBK Odział 1 Kielce: 86 1090 2040 0000 0001 1113 97 44

w tytule wpłaty: KAROLINA DZIENNIAK
Fundacja z Uśmiechem, ul.Mielczarskiego 121/303, Kielce

KONTAKT :

E-MAIL : kalusia22@o2.pl


sobota, 22 czerwca 2013

[ 76 ] SIĘGNĄĆ DNA ...

Sięgnęłam dna ...
Stoczyłam się na sam dół ...
Nie wytrzymałam ...
Pękłam ... na wiele długich dni zamknęłam się w sobie ...
Pochłonęła mnie czarna rozpacz ... totalna niemoc ...
Powoli wychodzę z własnego cienia ... ale to co się ze mną działo w ostatnim czasie na długo pozostanie w mej pamięci ...
Moja psychika zawiodła ... Nie udźwignęłam tego ciężaru ... to wszystko nie jest takie proste, nie jest takie oczywiste ... nigdy już nie będzie ...
Tak wiem, wszystko zmierza we właściwym kierunku ... ale psychika ludzka płata różnorakie figle .
Zawsze zastanawiałam się co to takiego depresja, stany lękowe, załamanie nerwowe ... teraz już wiem ...
Nowotwór to nie tylko choroba ciała, to przede wszystkim choroba duszy ...
Nikomu nie zyczę !!!
Małymi kroczkami dochodzę do siebie, ale ten strach nigdy nie minie. Ta niemoc zawsze będzie mi towarzyszyć. I tylko dzięki pomocy niezwykłych ludzi udaje mi się z tego wyjść.
Powtarzam sobie jak mantrę to co tutaj usłyszałam : " JESTEŚ WYBRANA !!!".
Tak jestem ...
Ale jestem tez tym wszystkim bardzo zmęczona ...
Spragniona normalności ...
To tak boli mieć świadomość, że życie wszędzie toczy się dalej.
Znajomi cieszą się prozą dnia codziennego, zakładają rodziny... koleżanki wychodzą za mąż, rodzą dzieci ... spotkania. imprezy.. radości ...
A ja ... żyje w symbiozie z potworem !!!
Sama ...
I nie mam nic ...
Życie toczy sie dalej , a moje stanęło w miejscu ...
A moim jedynym celem jest przetrwać ...
Poczułam przez moment przeraźliwy żal ... ogarnęła mnie czarna rozpacz...
Słabłam z dnia na dzień ...
Przez kilka dni nie miałam siły nawet wstać z łóżka. W tydzień schudłam 5 kg ... Nie byłam w stanie nic przełknąć. Totalnie wysiadłam ... Nic do mnie nie docierało ... Nie mogłam nic zrobić ...
Jest lepiej ... ale ciężka i wyboista droga jeszcze przede mną.
Skąd brać na to wszystko siły???
No skąd ???
Po raz kolejny zupełnie obcy mi ludzie uświadomili mi jaka jestem dla Nich ważna...
Walczą tutaj o mnie każdego dnia ...
A ja każdego dnia dziękuje Bogu za to co mnie tutaj spotyka...
I bez żadnej zbędnej przesady mogę stwierdzić są teraz moja rodziną ...
Lekarze w Klinice tak jak wszyscy stawali na rzęsach, żeby mi pomóc. 
Ale z każdym dniem było coraz gorzej.
W końcu zapadła szybka decyzja... mój stan nie jest za ciekawy. Trzeba przyspieszyć rezonans. Planowo miał być za miesiąc... W mojej głowie znowu natłok myśli ....
A może to nie załamanie nerwowe ???
Może to GADZISKO sieje spustoszenie w moim mózgu ... Panoszy sie i pokazuje kto tu rządzi .
I stało się ... 
Wjeżdżam znowu w maszynę i myślę sobie, który to już raz ...
Ogarnął mnie dziwny spokój ...
Jak zwykle w moim przypadku... Tym razem zepsuł się aparat do nagrywania obrazów na płytę ...
Czarownica z Polski znowu w akcji ...
W oczekiwaniu na wynik ciśnienie zaczęło mi wariować, puls skoczył do takich wartości , że byłam przerażona... słyszałam bicie własnego serca ...
I kiedy w drzwiach ponownie ujrzałam dr Burzyńskiego z uśmiechem na twarzy poczułam dziwna ulgę. 
Jest dobrze ... 
Guz przez miesiąc od ostatnich skanów nieznacznie się zmniejszył, a jego aktywność dalej maleje !!! Podreptaliśmy razem pooglądać to "CUDO". 
Fakt oporniej idzie mu ucieczka niż w marcu, ale idzie !!! 
W poniedziałek kolejny ważny dzień ... badanie PET SCAN mózgu ... zobaczymy co się tam dalej wyrabia.
Najważniejsze, że stawiam się do pionu ...
A bez tylu życzliwych i cierpliwych Aniołów nie byłoby to możliwe ...


niedziela, 9 czerwca 2013

[ 75 ] NIE BÓJ SIĘ BAĆ ... GDY CHCESZ TO PŁACZ ...

Od dwóch dni staczam się z równi pochyłej...
Jakaś bliżej nieokreślona siła ściąga mnie mocno w dół ...
I bronię się jak mogę ...
Tyle, że słaba jestem ...
Nie... nie fizycznie...
Psychicznie ...
Nie boję się bać ...
Boję się ...
Cholernie się boję ...
Tęsknota rozrywa mnie od środka .... i nie potrafię nad tym uczuciem zapanować ...
Płacz pomaga ...
Tyle, że wolę żeby nie szarpał mną wśród innych ...
Czasami nie słucha ...
Nie wstydzę się tego ... walczę z tym ...
Ale czasami to jest silniejsze ode mnie ...
Dzisiaj wzięło górę ...
Nie narzekam ...
Jestem wdzięczna Bogu, wdzięczna losowi, że otrzymałam i otrzymuje dalej tą szansę, ale jestem tylko człowiekiem ...puchem marnym ...
Odganiam ... odganiam złe myśli ... ale w Houston upalnie, wilgotno i bezwietrznie ... ciężko ...
I tylko teraz o jedno proszę ...
O siłę ...


poniedziałek, 27 maja 2013

[ 74 ] DZIEŃ ZA DNIEM BŁĄDZI ...

25 maj 2011 roku ...
Pamiętam jakby to było wczoraj ...
Dzień, który odbił piętno w całym moim dotychczasowym życiu ...
Nigdy nie zapomnę jak po kilku dniach siedziałam w Centrum Onkologii,a obok mnie siedziała dziewczyna, która z tym samym syfem walczyła już dwa lata ... Moim marzeniem było wówczas dostać te dwa lata ... wtedy wydawało mi się,że to szmat czasu ...
Nic bardziej mylnego ...
Nawet nie zdążyłam się obejrzeć za siebie i moje upragnione dwa lata minęły...
25 maj 2013 roku ...
Obudziłam się z gulem... obudziłam się po raz kolejny z nadzieją,że może to był tylko potwornie kiepski sen ... nie był ...
Akcja tego "horroru" toczy się dalej ...
A teraz moim marzeniem jest nie dwa , ale co najmniej 20 najbliższych lat ...
Nieskromnie proszę o więcej ...
Więcej czasu ...
Więcej dobrych wiadomości ...
Zwycięstwa ...
Dnie mijają...

Szkoda,że strach , tęsknota nie mija ...
Chciałabym móc dać Mamuśce prezent na Dzień Matki, siebie ... zdrową...
W tym roku jeszcze nie mogłam ...
Ale móc się obudzić ... móc Ją wycałować, wyściskać ...
Wtuliłyśmy sie z rana w siebie obie i nie musiałam za wiele mówić ...



Mamuś Ty wiesz jak strasznie Cię kocham !!!!

wtorek, 14 maja 2013

[ 73 ] IDŹ !!! PRECZ !!!

O Matko !!! 
Co to był znowu za dzień !!!
Nerwówka !!
Panika !!!
Nie obyło sie od wczoraj bez płaczu ...
Noc ciężka .... nieprzespana...
I nadszedł kolejny sądny dzień ...
Tym razem obyło się bez żadnych niespodzianek ... Rezonans się nie popsuł, samochód dowiózł nas bez żadnych przeszkód, słowem wszystko szło gładko... tylko oczekiwanie na wynik jak zwykle mega stresujące. 
Parę ładnych godzinek trzeba było poczekać, ale kiedy tylko zobaczyłam moich ulubionych Doktorków poczułam jakiś dziwny spokój ...
Zasiedliśmy przy okrągłym stole i wystarczył mi uśmiech Dr Burzyńskiego, żeby nerwy puściły.. wiedziałam, że ten wyraz twarzy nie może oznaczać nic złego.
Wymiarowo obraz GADZISKA stabilny, ale wysycenie kontrastem małe !!!
Syf dostał przysłowiowo" po mordzie " :-) Jego aktywność spada, za to moja rośnie !!! Tkanka się normalizuje, a ja czekam kiedy zostanie po NIM tylko blizna !!!
Przede mną jeszcze długa droga... ale widać nie tylko światełko, ale oślepiające światło w tym ciemnym tunelu !!!
I choć wiem, że będę musiała tu jeszcze powalczyć ładnych parę miesięcy, to przecież czym jest ten czas w porównaniu do całego życia ... długiego życia !!!
A w takim towarzystwie Fabio Lanzoni ta walka jest o wiele przyjemniejsza !!!
Nie ma to jak być noszonym w Klinice na rękach aktora, modela ... Sam opiekuje się swoją chora siostrą, a mimo to okazuje mi tyle ciepła i serdeczności i cieszy się jak inni razem ze mną !!!



To bezcenne chwile kiedy cieszę się Ja, a razem ze mną cieszą się zupełnie mi obce osoby, które są teraz moimi najbliższymi towarzyszami niedoli. Przeżywają równo ze mną ... 
A usłyszeć od swojej " byłej" a dla mnie zawsze "aktualnej" Szefowej KOCHAM CIĘ DZIECKO , NISZCZ DZIADA !!! Będzie mi huczeć w uszach  do końca mojego życia ...
I jak tu nie mieć uśmiechniętej gęby !!!
A ja przysięgam walczyć !!!
Przysięgam się nie poddawać !!!
Bo ... jestem rozpędzona w stronę słońca !!!
A Ty PASKUDO ...
IDŹ !!!
PRECZ !!!
Bo Dr Burzyński wymiata !!!



środa, 8 maja 2013

[ 72 ] LOS INNY MI PISANY JEST ...

Małe zawirowanie ...
Problemy logistyczne i przesunięcie rezonansu na najbliższy wtorek.
Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło !!!
A Ja ...
Dalej pełzam :-)
Ale w dużo lepszym nastroju ...
W moim umyśle wychodzi słońce i tego się kurczowo trzymam !!!
Chwilowy kryzys psychiczny w pewien sposób zażegnany, a ja intensywnie pracuje nad tym, żeby jak najdłużej nie powracał ...
To zasługa wszystkich wokół, którzy mnie otaczają i zarażają dużą dawką pozytywnej energii ...
Choć strach kurczowo się mnie trzyma i zastanawiam się czy kiedyś przyjdzie taki czas, że chociaż na taka malutką chwilkę przestanę się bać ???
Także w poniedziałek kolejny wlew , kolejny raz czas dokopać gadzinie, niech wie kto tu rządzi !!!
A we wtorek liczę na powtórkę z rozrywki z 19 marca ...
Kolejny dobry czas ...
Kolejny cud ...



piątek, 3 maja 2013

[ 71 ] SKLEJAM SIĘ ...

Rozkleiłam się totalnie ...
Emocje, strach, wzięły górę i zawładnęły moim życiem ze wzmożoną siłą ..
Zeszło ze mnie powietrze i zabrakło mi sił ...
Chyba zaczęłam sie poddawać ...
Moje oczy wylały morze łez ...
Tęsknota, niemoc, ogromny strach całkowicie mnie sparaliżowały ...
Ciągle huczy mi w głowie pytanie ... Ile jeszcze ??? Jak długo dam radę ???
Tak bardzo się boję ...
To nie jest takie proste jak się niektórym wydaje ...
Jestem wdzięczna losowi, za szansę jaką mi daje ...
Dozgonnie wdzięczna ...
Wiem, że nic nie dzieje się bez przyczyny i przecież musiałam się znaleźć w miejscu, w którym teraz jestem po to "coś", a "coś" dla mnie to po prostu żyć ... normalnie żyć ... Nic więcej nie chcę ...
I chociaż zaczęłam się chwilowo poddawać , wiem że nie mogę !!!
Pomału się sklejam ...
Nawarstwiło się tego wszystkiego ostatnio znowu.
Tatko wylądował w szpitalu w miniony poniedziałek ... operacja ... Nie mogłam być ... czuwać ... nadzorować...
Teraz Bączek musiał przejąć pałeczkę...
Udało się ...
Więc kolejny mój pokłon w stronę nieba ...
W tle kolejny wielki dzień ... rezonans za tydzień , a wielkim krokami zbliżał się powrót Mamuśki dzisiaj do Polski ...
No i siadło mi na psyche ...
Nie udźwignęłam tego ...
Nienawidzę tego cholernego GADZISKA tego POTWORA ...
Człowiek chciałby mieć życie usłane różami , nie kolcami ...
I stał się kolejny cud ...
Mój osobisty cud ...
Mobilizacja Aniołów w Polsce, mobilizacja Aniołów w Houston ... udało się Mamuśka zostaje ze mną jeszcze jakiś czas ... 
Wszystko w ostatniej chwili udaje sie dograć, wszystko udaje się załatwić ...
Odbieram to jako kolejny dobry znak ...
Pomału wychodzę z cienia i czekam na kolejny czwartkowy rezonansowy cud , choć strach czasami nie pozwala mi normalnie nawet oddychać ... czas podnieść głowę i wyjść z tego cholernego cienia ...





poniedziałek, 22 kwietnia 2013

[ 70 ] CZARNA SRODA I PRAWO SERII ...

Coz ...
Powinnam sie juz przyzwyczaic, ze nie powinnam mowic glosno , iz dobrze sie czuje ..
To wszystko bylo zbyt piekne, zeby moglo byc prawdziwe...
Sroda zapowiadala sie uroczo ...
Blogostan mial trwac w nieskonczonosc...
Znajomi chcac jeszcze bardziej poprawic mi humor zaplanowali uroczy dzien za miastem ...
Niestety srode ... czarna srode dlugo bede miala w swojej pamieci ...
Nie zdazylam dobrze wsiasc do samochodu kiedy przeszyl mnie niesamowity bol ...
Moj brzuch, moj pecherz, moje wnetrznosci zamanifestowaly swoja obecnosc !!!
Moje cialo pokazalo kto tu rzadzi !!!
Naiwnie myslalam, ze tabletki przeciwbolowe przywiezione z domu pomoga, ze bol zaraz minie, ale ten ani myslal i z kazda chwila oczy coraz bardziej wychodzily mi z orbit ...
Nie ma co zaciskac zebow i udawac twardziela, wesolo nie bylo...
Stawalo sie coraz bardziej jasne, ze z wycieczki nici ...
Wytrzymalam ile moglam...
Telefon do kliniki i krotka decyzja przyjechac natychmiast ...
Tak mi cholernie dokuczylo, ze mowic bylo mi bardzo ciezko ...
I sto pytan w mojej glowie ...
Co sie dzieje ???
O co chodzi ???
Pecherz ???
Jelita ???
Juz sama nie wiedzialam co mnie boli ...
Dalo mi niezle popalic ... Blyskawiczne badania,leki przeciwbolowe, kroplowka w koncu po kilku godzinach cierpienia zaczelo puszczac ...
W jamie brzusznej zadnych "niespodzianek " nie bylo ... Zaden kolejny niespodziewany "nieproszony gosc " sie nie pojawil, na szczescie wykluczono inne niebezpieczne ewentualnosci ...
To ten cholerny pecherz , i zastoj w jelitach ...
Matko jak sobie to przypomne, to az mi wszystko cierpnie ...
Dodatkowy antybiotyk, leki przeciwbolowe zdzialaly cuda ...
Po calym ciezkim dniu padlam wieczorem jak niemowle ...
Czwartek minal bez zadnych rewalacji , a ja niczego nieswiadoma szykowalam sie do piatkowego wlewu ...
Los chcial jednak inaczej i znowu zadecydowal za mnie ...
Rozwinela sie infekcja ukladu moczowego i niestety moj onkolog nie zdecydowal sie na kolejny wlew :-(
Wyladowalam wiec pod kolejna kroplowka ... i tygodniowa przerwa do kolejnej infuzji ...
Zadzialalo prawo serii ...
Czy w moim przypadku nie moze byc normalnie ???
Chyba powinnam sie przyzywczaic, ze ciagle cos... zawsze jest pod gorke ...
A tymczasem lykam kolene medykamenty a GADZISKO pewnie sie cieszy, ze ominela go na jakis czas kolejna porcja rozrywki dozylnej ...
Ech........
Samo zycie ...

środa, 17 kwietnia 2013

[ 69 ] I TAK NADEJDZIE NOWY DZIEŃ ...

Ostatnie dni minęły w zatrważająco błyskawicznym tempie...
Dobre samopoczucie fizyczne = uśmiech na mojej twarzy i równowaga psychiczna ...
Realizuje swój cel nr 1: NIE DAĆ SIĘ !!!
Jak na razie czwartkowe wyniki mi sprzyjają...
Ostatni kryzys opanowany !!!
I oby jak najdłużej mi się to udawało...
Codziennie zasypiam prosząc, żeby ten błogostan trwał wiecznie...
Czas ucieka ...
Nieubłaganie ...
A ja mam jeszcze tyle do zrobienia ...
I cholera muszę to zrobić !!!
Przeraża mnie myśl, że za dwa tygodnie Mamuśka musi wracać do Polski...
Odganiam te myśli jak mogę, ale ten czas nastąpi i wtedy ...
Wiem stara krowa ze mnie, ale zawsze byłam pieszczochem...
Mamusina i Tatusiowa córunia ...
Trzeba będzie dźwignąć ten ciężar, bo co innego mi pozostało ???
Jest tyle wspaniałych dobrych duszków wokół mnie, nie pozwalają sie smucić i wychodzą z siebie żebym czuła sie tutaj jak najlepiej... jak w domu ...
Dzięki nim jeśli tylko moje ciało na to pozwala poznaje różne zakątki Texasu ...
Pocieszają...
Troszczą się ...
Ale jest ciężko ...
Zbieram siły ... zbieram nieustanie
Bo ...
To nic, że oczy pełne łez... i tak nadejdzie nowy dzień ...

środa, 10 kwietnia 2013

[ 68 ] WYBOISTA DROGA ...

Dopadła mnie chwilowa niemoc ...
Za mną trzeci cykl chemii ...
To tylko niewielka część terapii, a jednak ma chyba dużo do powiedzenia w kwestii mojego samopoczucia..
Teraz już lepiej, ale zdecydowanie wolałabym nie przerabiać takich dni...
No ale "trza być"  twardym nie miękkim !!!
Tak się cieszyłam kiedy w zeszły piątek przed wlewem moje wyniki były nadal rewelacyjne, mój organizm znosił wszystko znakomicie.
Wlew jak zwykle poszedł gładko i na wadze przybyło mi prawie 2 kg !!!



To były powody do radości !!!
Chociaż gacie z tyłka dalej lecą !!
No ale najważniejsze, że ważę już kg więcej od Bączka !! Jak na starsza siostrę przystało !!!
W dodatku moje prawe oko zaczęło być pokorniejsze ... 
Daleko mu do ideału ale ... widzę zmiany ... 
Wiem, że to jeszcze długotrwały proces, ale tak cieszą mnie takie szczegóły.
A Ja... ja przecież muszę jeszcze poszaleć za kierownicą !!!
Dlatego tak mi ciężko kiedy po dobrych dniach przychodzą te gorsze ...
Co tu dużo gadać człowiek łatwo przyzwyczaja się o tego co dobre, ale jak widać trzeba być zwartym i gotowym ...
Od niedzieli przyszedł kryzysik... z małymi przerwami, to łóżko było moim
" najlepszym przyjacielem".
Jutro wizyta w Klinice, moja ulubiona siostra upuści bezboleśnie trochę krwi. Wystawiam rękę tak pokornie jak nigdy dotąd. 
Boska jest !!! 
Chociaż igła nadal zdecydowanie nie jest moim przyjacielem :-)
Objęcia Morfeusza znowu mnie wzywają ...
Śpię jak niemowlak ...
W połowie maja kolejny rezonans...
Odpycham złe myśli od siebie...
Ale ...
Cel nr 1 : NIE DAĆ SIĘ !!!





wtorek, 2 kwietnia 2013

[ 67 ] DAM RADĘ ...

Święta ...
Pierwszy raz poza domem ...
Pierwszy raz bez mojej rodzinki , bez wspólnego babcinego śniadanka, babcinego obiadu ...
Ciężko było ... poleciało kilka łez, nie tak to wszystko miało być ... zupełnie nie tak ...
Ale nie zostałyśmy tutaj z Mamuśką same, dobre duszki nas nie opuściły, nie pozwoliły żebyśmy w te dni były same.
Miałyśmy nawet swój własny koszyczek ze święconką, świąteczne śniadanko, świąteczny obiad...
Gdybym tylko miała swoich najbliższych przy sobie poczułabym sie jak w domu ... tak się cieszę, żę mogłam mieć Mamuśkę przy sobie ...
Ale myśl , że następne święta muszę już spędzić z nimi jeszcze bardziej motywuje mnie do dalszej walki.
Obudziłam się dzisiaj z wielką "kluchą " w gardle, znowu to przerażenie , ten wszechobecny strach ... Nie znoszę tego uczucia ...
Odeszła kolejna osoba, przegrał walkę z tym draństwem ...
Glejak zebrał swoje żniwo ...
Tak chciałabym, żeby to była nieprawda ...
Staram się jak mogę , naprawdę się staram odpychać złe myśli od siebie, no ale czasami jest to silniejsze ode mnie...
Dzisiaj mija równiutkie dwa miesiące odkąd przybyłam tutaj po życie... dosłownie po życie... I to właśnie dzisiaj tęsknota staje się niewyobrażalnie odczuwalna...
Wierze, że to cierpienie nie pójdzie na marne ...
A to światełko, które zaświeciło dla mnie 19 marca będzie mnie w końcu ślepić swoją jasnością.
Ciagle mam w głowie sobotnia rozmowę ... z osoba, która w jednej chwili stała się bliska mojemu sercu, która walkę z tym paskudnym skorupiakiem wygrała... że cieszy się , że zachorował właśnie na raka ... miał szczęście, bo miał szansę powalczyć... powalczyć po to... żeby żyć. 
Więc walczę i chociaż oczy pełne łez cieszę się że tą szansę otrzymałam...



piątek, 29 marca 2013

[ 66 ] GŁĘBOKI ODDECH ...

Czas wziąć głęboki oddech ...
To wszystko zaczyna do mnie docierać ...
Uświadamiam sobie, że to naprawdę się dzieję ...
Strach mnie jednak nie opuszczcza ... Mam świadomość tego ile za mną , ale ile jeszcze przede mną...
Pierwsze wygrane starcie za mną ... ale co przyniesie przyszłość ???
Ile jeszcze zdołam znieść ???
Tęsknota jest coraz większa ...
Święta ...
Nie czuję tego w ogóle ...
Wszystko jakoś straciło sens ... To jakieś zupełnie nowe doświadczenie ... Cholernie bolesne ...
Ja tu ... Oni tam ...
Doceniam to wszystko co się wokół mnie dzieje ... I życia mi nie starczy żeby się za wszystko i wszystkim odwdzięczyć... A będę miała sporo do zrobienia i w Polsce i tu za oceanem ...
Przez ostatni cały tydzień ani razu nie zapłakałam, to dobry znak ...
Łzom mówimy stanowcze nie !!!
Mówimy, ale czy posłuchają ???
Niedziela Palmowa to kolejny cudowny dzień, kiedy człowiek dostrzega silę ludzkich serc ...
Akcja " Ciasto i kawa dla Karoliny " w polskim kościele ... to przerosło moje i nie tylko moje najśmielsze oczekiwania ...
Wszyscy dwoili się i troili, żeby wypadło cacy !!! I nie mogło być inaczej ...
Tyle ludzi ... Tyle przyjaznych oddanych duszyczek ... Tego nie da sie opisać to trzeba było zobaczyć ...
I to wszystko dla mnie ...
Zwykłego szaraczka ... 
Chce krzyczeć , że ten SYF w mojej głowie nie ma z takim wsparciem szans !!!
Krzyczę głośno i wyraźnie !!! Mam nadzieję, że usłyszy !!!
I kiedy ks. Marek z Polski mówił na mszy o mnie, mówił do mnie ... kiedy zaśpiewał specjalnie dla mnie piosenkę .... siedziałam w ławce .... ryczałam jak bóbr ... 
To ukoiło na chwilę mój ból ... na długa chwilę ...
Ale dla takich chwil właśnie warto żyć ...


To wszystko było takie niesamowite, że aż niewiarygodne ...
I to dokładnie 24 marca ... Właśnie w niedzielę Dziadziu skończyłby 80 lat ... nie doczekał, ale z góry patrzył ... Patrzył i mam nadzieję, że na Jego twarzy pojawił się błogi uśmiech ... bo na mojej zagościł ...
Moje dziewczyny , które wszystko zorganizowały ... Pisze moje bo one są moje !!! Wszyscy jesteście moi !!! Nie mogę tego nazwać inaczej ... Nie potrafię i nie chcę nawet myśleć inaczej ...













To daje mi tyle siły, daje poczucie bezpieczeństwa ...
Próbuję się zaprogramować na pozytywne myślenie ...
Tyle się ostatnio dzieje, że nie nadążam za tym wszystkim myśleć.
Nie ma mnie w domu ... a Wy ... Wy tam nie zapominacie ...
na bieżąco dochodzą do mnie informacje co się dzieje 
W zeszłą sobotę koncert ... w środę turniej bowlingowy ...
Chciałabym móc tam być , wszystkich wyściskać ...
Kurcze tyle emocji..
Teraz chyba muszę zacząć się martwić nie o mój mózg, ale o serce ...
Biedne nie wiem ile jeszcze tych wrażeń wytrzyma ...
Serce musi być silne !!!
Musze pogonić jeszcze ok. 3,5 centymetrowe GADZISKO  z mojej głowy!!!
Muszę !!!
Ja po prostu muszę !!!




środa, 20 marca 2013

[ 65 ] W ZYCIU PIĘKNE SĄ NIE TYLKO CHWILE ...

Ten dzień był pełen wrażeń...
Jeszcze nie ochłonęłam ...
Jeszcze dochodzę do siebie ...
Zaczęło się niezwykle miło, kiedy Mamuśka obudziła mnie śpiewem i całusami...
Wstałyśmy wcześnie rano... 
O 9:15 miała wybić godzina zero, spod Burzynski Clinic po 8:00 miał mnie zabrać kierowca i dowieźć na rezonans na radiologię...
Dotarłysmy pod klinikę, wsiadłyśmy zestresowane z Mamuśką ... i pierwszy zonk.
Wystarczyło, że tylko zasiadłam w samochodzie i ten nagle nawalił :-) 
Ani myślał zapalić :-)
Na mojej twarzy po raz pierwszy pojawił się wtedy uśmiech ...
Spojrzałyśmy z Mamuśką po sobie i ta z rumieńcem na twarzy rzekła do mnie : 
" No to zaczyna się :-) ".
Ja niewiele myśląc skwitowałam to stwierdzeniem, że teraz pewnie rezonans się popsuje bo z moim szczęściem wszystko możliwe ...
W końcu na wysokich obrotach przy pomocy pogromcy dróg Krysi dotarłyśmy do zamierzonego celu.
I w tym momencie myślałam, że padnę ze śmiechu kiedy okazało się, że jest awaria aparatu. Badanie przesunięte. Początkowa wersja zakładała, że naprawa potrwa godzinę. W trakcie okazało się jednak, że dłużej więc... wróciłyśmy do Burzynski Clinic, żeby tam w spokoju oczekiwać na badanie. I tak mijała pierwsza godzina, druga, trzecia i czwarta . W końcu dałam za wygraną i otulona kocykiem zasnęłam nie mysląc w ogóle o tym co się dzieje...
W końcu nie mogło byc w moim przypadku normalnie :-)


I przed 14:00 zadzwonił telefon !!! Mam się zbierać !!! Szybko się ogarnąć !!! Dzieje się !!!
Wszystko na wysokich obrotach !!!
Prawie w biegu !!!
I jeszcze dr Barbara Burzyńska prowadzi mnie do pokoju bo muszę szybko dokumenty podpisać...
Kroczymy w przyśpieszonym tempie... naciskamy klamkę drzwi, wchodzę za nia i zamieram w bezruchu ...
Słysze tylko słowa piosenki : Happy Birthday to You... Happy Birthday to You ... i oczom nie wierzę ...
To był jakiś film ... piękna niekończąca się opowieść. 
Tyle osób łącznie z Dr Burzyńskim na czele zrobiło mi niespodziankę ...
Język stanał mi w gardle ...oczy zalały się łzami ... zaparło dech w piersiach ...
Nikt nigdy nie zrobił mi takiej niespodzianki ...
I choć tęsknota za domem w dniu dzisiejszym była straszna,  strach przed badaniem ogromny to w tamtej chwili wszystko odpłynęło...
Byłam taka szczęśliwa ...
Nadal jestem ...




I dmuchając te 31 świeczek na tym "moim" torcie pomyślałam o tym jednym , jedynym wyczekiwanym marzeniu ...











Nie mogłam w to wszystko uwierzyć ... do tej pory nie mogę ...
Siedziałam oszołomiona ...
Taka wzruszona ...
To było wspaniałe przeżycie ...
A to jak sie okazało był dopiero początek ...
W mega szoku pojechałam w końcu na rezonans ...
Nie czułam po prostu nic...
Jechałyśmy z Mamuśką w samochodzie,a  mnie buzia sie nie zamykała 
z zachwytu...
Nawet nie wiem kiedy dotarłyśmy na radiologię, nie wiem kiedy wśliznęłam się to MRI , nie wiem kiedy skończyło się badanie ... cały czas miałam przed oczami niespodziankę ...
Z nagranym badaniem na płycie zmierzałam spowrotem do "mojej" kliniki. 
Było już późno ...
Nie liczyłam na to , że dzisiaj poznam wyniki...
Jednak to co sie wydarzyło przerosło moje wszelkie oczekiwania !!!
W drodze powrotnej zadzwonił telefon ... hmm... KLINIKA... myślałam, że z informacją że mam jechać odrazu do domu
Nie !!!
To dr Burzyńska z drżącym , radosnym głosem wyśpiewała mi : JEST LEPIEJ !!! GUZ SIĘ ZMNIEJSZYŁ o 20 % !!!
Ale jak to ??? Skąd wiedzieli ??? Przecież ja jeszcze nie dotarłam do Nich z płytą !!! Wszyscy byli tak zniecierpliwieni , że jakimś elektronicznym sposobem z radiologii do kliniki przesłali mój obraz ...
Nie wierzyłam ...
Dalej nie mogę uwierzyć w to co usłyszałam ...
Wyłam ze szczęścia jak dziecko ...
A Mamuśka wtórowała mi niczym rozhisteryzowana wilczyca ...
Dotarłyśmy rzutem na taśmę, czekali na mnie ... czekali, żebym sama zobaczyła na własne oczy to o czym mówią ...
Kiedy lekarz wyświetlił mi na ekranie obraz mojego guza z 29 stycznia 2013 i dzisiejsze skany o mało nie padłam na ziemię.
Gołym okiem było widać różnicę ...
20 % ...
Cudem dla mnie była stabilizacja obrazu ... nawet nie marzyłam o czymś takim ...
To najpiękniejszy prezent jaki mogłam sobie wymarzyć ...
Od razu pomyślałam o moim Dziadziu... nie doczekał ... ale wiem, że ma w tym swój współudział ... Czuwa tam z góry ... a ja tak cholernie tęsknie ...
Płacz Taty w telefonie, Bączka, Hubcia to niezapomniane chwile... uściski w klinice, całusy od tylu wspaniałych ludzi, którzy są ze mną, wiadomości , telefony od moich houstońskich i polskich przyjaciół pozostaną na wieki w mojej pamięci...
Ten dzień jednak miał się jeszcze nie skończyć ...
Moje kolejne kliniczne anioły Małgosia, Jaga i Krysia porwały mnie na meksykańską ucztę !!!
Wrażeń i niespodziankom nie było końca !!!





A kiedy dwóch super kelnerów stanęło przede mną z ciastkiem i zapaloną świeczka śpiewając Happy Birthday to You... łzy popłynęły mi po policzku ... biedni wystraszyli się , bo nie sądzili , że to łzy szczęścia ... nie wiedzieli, ale kiedy powiadomiliśmy ich , że świętujemy nie tylko moje urodziny ale pierwszy sukces w walce z tym DZIADEM gratulacjom nie było końca !!!


Wrażeń od samego rana miałam tyle, że nie sposób normalnie zasnąć ...
Łeb mam jak stodoła ...
To bajka ... niekończąca się opowieść ...
Gdyby wiara innych ludzi, ich troska, opieka mogła leczyć juz dzisiaj byłam zdrowa ...
Wojna dalej trwa ...
Ale pierwsza bitwa wygrana
1 : 0 dla mnie !!!

WSZYSTKIM Z CAŁEGO SERCA ZA DZISIEJSZY DZIEŃ DZIĘKUJĘ ...

Kalusia


poniedziałek, 18 marca 2013

[ 64 ] BOJĘ SIĘ ...

Jestem przerażona ... dosłownie przerażona ...
To jakieś apogeum ...
Kumulacja...
Zbierało się we mnie chyba już od dłuższego czasu ...
Strach wziął górę...
Boję się ...
Tak bardzo się boję ...
Niedługo minie w maju 2 lata jak nie przestaje sie bać ...
Dzisiaj nie wytrzymałam ... pękłam ...
Jak dziecko...
Nie rozumiem dzisiaj niczego ...
Chce tylko jednego ...
...
W moim mózgu coraz ciaśniej , ale szaleje w nim burza ...
" Ciemno wszędzie , głucho wszędzie
co to będzie ... co to będzie ... "

piątek, 15 marca 2013

[ 63 ] RAZ NA WOZIE ...RAZ POD WOZEM ...

Jak mówi stare dobre przysłowie raz na wozie ...raz pod wozem ...
Niby staram sie odganiać,złe myśli od siebie, niby staram się być twarda... niby czasami mi się to udaje , ale za chwilę wielkie bum !!! 
Małe porażenie prądem i zejście na ziemie ...
Leże i marzę , żeby być tu na wycieczce ...
A tymczasem ...
Tymczasem jestem na wojnie ...
Ale w tej wojnie jest wielu sojuszników dzięki, którym trzymam sie jeszcze w pionie ...
I to właśnie dzięki Nim wszystkim czasami, przez moment zapominam po co tu przyjechałam ...
To chwilowe, ulotne , ale te chwile jednak są ...
I to jest w tym wszystkim bezcenne ...
Nie !!!
Nie poddaje się,  ale mam chwilowe zachwiania równowagi, panicznego lęku ...
Wychodzę z uśmiechem na twarzy bo tego podobno to GADZISKO nie znosi
Żadna ze mnie bohaterka !!!
Zwykła szara mysz, a tylu bliskich ludzi mam wokół siebie ... tu na miejscu i po drugiej stronie za oceanem ...
To wszystko jest takie niesamowite, że nie może się źle skończyć ... przecież bajki zawsze mają szczęśliwe zakończenie .
I chociaż ostatnio było trochę sensacji, była niemoc to przez ostatni tydzień czułam sie przez chwilę szczęśliwa. 
Najpierw niespodzianka ze strony dr Burzyńskiej i wycieczka do Zatoki Meksykańskiej. I ironia losu musiałam zachorować , żeby to wszystko zobaczyć. Bóg jednak czuwał nad wszystkim i w tym dniu zapewnił mi boskie samopoczucie.
Potem kolejna niespodzianka... musiałam przelecieć tyle tysięcy kilometrów żeby spotkać moją rodaczkę z Dąbrowy Górniczej. Świat jest jednak mały ...
I piątek .... Dzień Kobiet... Kiedy odebrałam pocztę i zobaczyłam wiadomość i zdjęcie od moich chłopaków z pracy... z życzeniami poryczałam się jak dziecko ... już z nimi nie pracuje, a pamiętali ...
Kurcze nawet teraz jak to pisze ścisnęło mnie za gardzioł i w oku kręci ... jakie to było miłe ...
W sobotę kolejna niespodzianka i wycieczka do ogrodów z azaliami, też dałam radę !!! 
A moja Gusia i Szefowa byłyby pewnie w siódmym niebie !!! Tyle kwiatów, tyle zieleni, no istny raj na ziemi !!!
Niedzielny obiad u Hani i Wojtka ... i poczułam się jak w domu ... Zbyt towarzyska to chyba nie byłam bo zasnąć w towarzystwie przy stoliku na kanapie to chyba nie należy do dobrego tonu :) Ale nikt sie przecież nie pogniewał. I tak byłam twarda . Po chemii , po wlewie ... Kryzys przyszedł wieczorem ... ale zacisnęłam zęby i rano już wszystko wróciło do normy.
Ostatnio poczułam się jak dziecko, kiedy Krysia wzięła nas do Aquarium. Jazda kolejką, oglądanie rekinów to wszystko przywołało wspomnienia z dzieciństwa...
I chociaż wszyscy wokół mnie nie przestają się mną zajmować, wychodzą z siebie żebym nie myślała, stwarzają namiastkę rodzinnego domu ,to mój mózg już się zaprogramował i strach wziął górę ...
Trzęsę się jak osika na wietrze ...
Rezonans zbliża się wielkimi krokami ...
Chyba zaczynam pomału wariować ...
Człowiek chciałby myśleć o czym innym ... tyle , że się nie da ...
Dzisiejsza wizyta w klinice i kolejne badania trochę mnie podbudowały
Jest jakiś pierwszy sukces ... kolejne badania krwi pokazują, że mój organizm dzielnie walczy !!!
Wszystkie wyniki jak najbardziej w normie !!!
Więc to chyba dobry znak !!!
Najważniejsze , że jeszcze pełzam w pionie
Sama powłóczę nóżętami ;-)
Wiem, że ten rezonans w moje urodziny to jakiś znak ...
We wtorek tez przeprowadzka do kolejnej dobrej istoty, która przygarnie nas pod swoje skrzydła ...
Dużo sie będzie działo jak na jeden dzień ...
Ale byle nie było gorzej to będzie mega sukces !!!
Stabilizacja !!!
O tym marze !!!
Na to liczą moi lekarze...
To jeszcze zbyt krótki czas żeby spodziewać się cudu ... ale stabilizacja będzie już cudem i pierwszym krokiem do sukcesu !!!
Wielkim krokiem w przyszłość ...
Po to co najcenniejsze...
Po to co najważniejsze ...





wtorek, 5 marca 2013

[ 62 ] NIE JESTEM SAMA ...

Ta piosenka doskonale nadaje sie do obecnej sytuacji , w której się znalazłam...


Bo ja naprawdę NIE JESTEM SAMA !!!!
Cały czas wszyscy mi to uświadamiają ...
To niesamowite... to wszystko to jakiś cudowny sen ... piękny sen .... sen, który nie może się źle skończyć ...
Nie mogę się obudzić ... to jest zapowiedź czegoś niezwykłego, czegoś najlepszego ...
te ostatnie kilka dni, to dni pełne wrażeń, pełne wiary, że nadejdzie lepsze jutro !!!
Wszyscy dbają tu mnie, nie pozwalają myśleć o tym, że jestem chora ...
Chociaż o tym nie da się zapomnieć , ale można w jakimś stopniu złagodzić ...
Najpierw w Polsce dzięki ludziom, którzy mnie otaczali i nie tylko wierzyłam, że to co jeszcze rok temu było dla mnie nierealne okazało się do zdobycia !!!
Jestem tutaj, w miejscu gdzie od samego początku wierzyłam, że będzie mi dane sie znaleźć ...
Teraz jestem tutaj i jedynym celem bez względu na wszystko jest pozbycie się tego cholernego Gó....a !!!
Kolejny znak ... 19 marzec ... moje 31 urodziny ... i.... data mojego pierwszego rezonansu ...
Przypadek ???
Dobry znak ???
Prezent ???
W pierwszej chwili kiedy Pani Doktor mi to oznajmiła wpadłam w panikę... 
Jak to ?? 
To moje urodziny ... panika, lęk, oblały mnie poty na całym ciele ... 
Mamuśka mnie uspokoiła, że to dobry znak, zrządzenie losu, no bo jak to inaczej wytłumaczyć ??? 
To musi być dobry znak !!!
Dziadziuś jeden z drugim czuwa ...
Czyli odliczamy ...
W sobotę po piątkowych wiadomościach z kliniki padłam z wrażenia i przeleżałam cały dzień ...
Zbierałam siły na nadchodzące dni, bo to co sie wydarzyło ostatnio na długo pozostanie w mej pamięci ...
W niedziele lunch zorganizowany specjalnie dla mnie przez wspaniałych ludzi. Nie spodziewałam się, że poznam tylu wspaniałych osób. 
Wyjeżdżając tutaj wiedziałam, że lecę po życie ale strach przed tym co mnie tu spotka był ogromny. Myślałyśmy z Mamuśką, że będziemy tutaj same nie znające języka..
A tu na każdym kroku zaskakuje nas ludzka zyczliwość.
 Przyjęcie charytatywne .... baaaa czułam się jak na ekskluzywnym rodzinnym bankiecie
I pomyśleć, że cała ta akcja była dla mnie
Ze wzruszenia ciężko było mi wydukać na początku jakiekolwiek słowa
Tego nie dało się opisać ...
Nie było czasu myśleć o chorobie ...
A przecież o to w tym wszystkim chodzi !!!
Nie dać GADZINIE satysfakcji, że zawładnęła moim życiem !!!
ja naprawdę czuję, że nie jestem tutaj sama !!!
No bo jak tu się czuć samotnym z taką ekipą ???


I naprawdę te parę ładnych godzin trochę mnie wykończyło, ale kurcze radość w serduchu była niesamowita ...
I tak pobeczałam sobie troszkę ale nie były to łzy smutku ... były to łzy radości ...prawdziwe łzy radości ...
I chociaż strach i tęsknota są potworne takie chwile dodają mi skrzydeł...

A czytając wiadomość od Papy z Polski KOCHAM KOCHAM KALUNIE CÓRUNIĘ wiem, że dlatego muszę walczyć !!!

Od jutra znowu chemia, więc mocy przybywaj !!!





środa, 27 lutego 2013

[ 61 ] ZATRZYMAĆ CZAS ...

Cofnąć już czasu nie mogę ...
Ale gdybym chociaż mogła go zatrzymać...
A ten galopuje w zastraszającym tempie ...
Jeszcze kilka dni i w sobotę minie miesiąc jak tutaj jestem ...
I jak ???
Kiedy ???
Przeraża mnie to coraz bardziej ...
Miniony poniedziałek ...
Nastawiłyśmy z Mamuśką budzik na 6:00 tutejszego czasu... w Polsce była 13:00... Ostatnie pożegnanie Dziadzia ... 
Chyba to do mnie nie dociera i jeszcze długo nie dotrze ...
Próbuję sie jakoś pozbierać do kupy, ale to cholernie trudne ...
Wiem jak do dzisiaj tęsknie za pierwszym Dziadziem, który odszedł ponad 12 lat temu ...
Teraz będę tęsknić ze zdwojoną siłą ...
A ból... ból jest przeogromny ...

Wiem, że daleka droga jeszcze przede mną, ale to już prawie półmetek pierwszego starcia tutaj za oceanem. Jeszcze trochę ponad miesiąc i rezonans ... 
Na samą myśl włosy, które usilnie trzymają się na głowie stają mi dęba ...
Co to będzie ...
Wiem jedno nie znalazłam sie tutaj przypadkiem, jestem tutaj po coś !!! 
I to wszystko nie może pójść na marne
Żegnając się na lotnisku z moim Papą, z moim Bączkiem , Hubciem i Angeliką, której chciało się zerwać z łóżka przed piata rano, zastanawiałam się ile jeszcze mogę unieść, strach był przeogromny ... Jak to wszystko dalej będzie ... Same na drugim końcu świata, ze znienawidzonym potworem w mojej głowie ...
I w życiu bym nie przypuszczała, że podołam ... myślałam, że upadnę już na starcie ... i pomimo, iż nie ma dnia żebym nie zapłakała w poduszkę zauważyłam, że coraz więcej razy uśmiech gości na mojej twarzy... że mam coraz więcej sił fizycznych ...
Odbieram to jako dobry znak...
Dobry znak tego co przyniesie przyszłość ...
Tam na górze czuwa przecież zwarta armia, a tu na Ziemi czuwa jeszcze większa rzesza ludzi ...
Cos przeciez musi być na rzeczy, że naprawdę znoszę jak na razie leczenie całkiem nieźle...
Już niebawem przede mną kolejny cykl chemioterapii
Kolejny wlew dożylny poszedł gładko
Naprawdę obyło się bez żadnych ekscesów...
Pomału przyzwyczajam sie do codziennego łykania tej ilości tabletek...
Cholender boję się głośno o tym mówić, żebym nie wypowiedziała tego w złą godzinę, ale w końcu raz się żyje !!!
Niedługo chyba nawet otwarcie przyznam, że polubiłam wbijanie igieł, portów i wszelkiego rodzajów wenflonów w moje żyły, a te podobno są piękne :-)
Nie lubię tylko teraz mojej twarzy ... cóż niestety pojawiła się na niej okropna wysypka od leków, ale to podobno dobry znak ...
A niech sobie będzie na tej buzi co chce... modelka nigdy nie byłam i nie będę... tyle tylko, że to dokucza, pęka i boli ...
Ale jak to powiedziała dzisiaj moja cioteczka wszystko co złe w moim organizmie i niepotrzebne wychodzi , więc może to to GADZISKO w końcu zaczyna kapitulować ...
Patrzę na to zdjęcie i sama nie mogę sie sobie nadziwić jak zmieniły sie priorytety w moim życiu, jak wszystko uległo przewartościowaniu

Kiedyś na samą myśl o pryszczu na twarzy wpadałam w histerie !!! A teraz moja twarz pokryta jest paskudną wysypką i nie rusza mnie to !!!
Bo co to jest za problem ...
Gdyby ktoś jeszcze rok temu powiedział mi, że będę w tym miejscu o tej porze nie uwierzyłabym...
Jednak od samego początku wierzyłam, że to dla mnie olbrzymia szansa i jestem skłonna znieść wszystko i zrobić wszystko byle sie GO pozbyć, byle wrócić do domciu, a tutaj wpadać do Houston na kontrole ... i w odwiedziny do moich anielskich duszyczek !!!
Mogę leżeć pod tymi wlewami, kroplówkami i Bóg wie czym jeszcze bezustannie byle tylko trafić do celu !!!


I choć z tą siłą różnie bywa, nadzieja jeszcze we mnie nie umarła i będzie do końca ....
Mam nadzieję długiego końca ...
Gdyby tak dało się zatrzymać czas ...




piątek, 22 lutego 2013

[ 60 ] OGROMNY BÓL [ * ]

Ból rozrywa mi serce ...
Od kilku dni zbieram się w sobie, staram się to jakoś wytłumaczyć...
Jeszcze nie potrafię ...
Mój Kochany Dziadziuś odszedł... powiększył grono Aniołów ... 
Bo gdzie indziej mógł trafić ??? ...
W poniedziałek pogrzeb... 
A Ja ??? Ja na drugim końcu świata borykam się z tym z Mamcią ...
Nie jesteśmy same, jest tyle osób z Nami ...
Ale to boli... tak strasznie boli ...
To jakiś sen ... zły sen... Czekam , żeby się z niego obudzić ...
Tak chciałabym, żeby wszystko było inaczej...
Być na miejscu , móc go przytulić, móc z nim pożartować...
Już nigdy tego nie zrobię, nie będę miała tu na Ziemi okazji ...
Muszę czekać na spotkanie po drugiej stronie ...
Odszedł mój drugi kochany Dziadziuś ...
Od wczoraj nie śpię, błąkam się jak cień i zadręczam się ciągle pytaniem DLACZEGO TERAZ ???
Dlaczego musiał tak strasznie cierpieć ???
Gdzie tu sens ???
Przed moim wyjazdem tak strasznie się tego bałam, tak Go prosiłam żeby na mnie poczekał... 
Nie miał już siły ...
I ta myśl, że dzień przed śmiercią pomimo, iż nie było z Nim prawie kontaktu, pytał właśnie o mnie ... Ciągle mam w głowie Jego słowa, kiedy dowiedział, że jestem chora : " Karolinka, zobaczysz Dziadek Ci to mówi będziesz zdrowa, wyleczysz się "...
Nie doczekał tej chwili ...
Nie ogarniam tego wszystkiego co się dzieje w moim życiu ...

Dziadziusiu to dla Ciebie ...


wtorek, 19 lutego 2013

[ 59 ] PROMYK SŁOŃCA W MOIM ŻYCIU ...


To były naprawdę DOBRE DNI !!!!
Nie tyle, że słoneczne, nie tyle że ciepłe tylko moje super dobre dni. Już nie pamiętam kiedy miałam tak dobre samopoczucie psychiczne !!!
Ostatnio pokonałyśmy z Mamuśką spory dystans pieszo, spacer był nieziemski, a dyskusjom nie było końca ...
Analizowałyśmy to co dzieje sie wokół mnie odkąd wylądowałam w Houston.
To jakiś sen... piękny sen ...
Od samego początku tej "podróży" spotykam na swojej drodze samych dobrych, pomocnych ludzi ...
Najpierw tylu ludzi w Polsce, którzy cały czas stają na rzęsach żeby pomóc mi w zebraniu środków na moje leczenie !!!
Tutaj same dobre duszki, które zewsząd niosą pomoc ...
Ewa , Radziu moi pierwsi" gospodarze ", którzy przygarnęli mnie i Mamuśkę pod swój dach. Dzięki Nim potrafiłyśmy się odnaleźć w tej amerykańskiej rzeczywistości. Stworzyli Nam namiastkę domu dzięki czemu czułyśmy się bezpieczniej.

 
Od niedzieli przeniosłyśmy się do kolejnej dobrej duszyczki Ani i Jej rodzinki. Jej rozgadany synuś nawet na chwilę nie pozwala mi sobie przypomnieć, że jestem chora ... A sama Andzia serwuje mi iście antynowotworowe potrawy. Trzeba GADA atakować z każdej strony !!!
To niesamowite bo chociaż na chwilę udaje mi się o tym paskudztwie zapomnieć...
I od jutra kolejny cud  tez życiodajnej podróży !!!
Kolejny Anioł stanął na mojej drodze ... Barbara Burzyńska żona samego
dr Burzyńskiego. Tej kobitce dosłownie urosną anielskie skrzydła.
Dzięki Niej na chwilę obecną nie martwimy się jak dotrzeć do kliniki, a tu bez samochodu nie ma niestety szans. Nawet gdybyśmy go miały to biedna Mamuśka byłaby bez szans, a ja no cóż pomocna za bardzo w tej kwestii nie jestem. Gadzisko tak się rozrosło, że uciska na nerw wzrokowy i mam znowu problem z prawym okiem ... Ale najważniejsze, że chodzę !!! Że normalnie rozumuje !!! A oko ??? Przecież musi wrócić do normalnego stanu !!!
Ale przyleciałam tu w jednym celu...POZBYĆ SIĘ GO !!! Oczywiście nie oka !!! Tylko TEGO co zagnieździło sie w moim mózgu ...
Więc do kliniki wozi nas szofer z kliniki !!!

A od jutra nasz kliniczny Anioł Pani Barbara załatwiła nam mieszkanie na pewien okres czasu blisko kliniki






I jak tu nie wierzyć w ludzi !!!
Małgosia z Kliniki , która dba o mnie troszczy się martwi co jem , jak jem jak się czuję ...
To wszystko wydaje mi się takie nieprawdopodobne...
Tylu dobrych ludzi w Klinice i poza nią jest wokół mnie, którzy sie troszczą i dbają o to, żebym skupiała się tylko na leczeniu, a nie zaprzątała sobie głowy niczym innym.
Nie chce zapeszać i boję sie tego mówiąc na głos , ale ze względu na to, że jak na razie znoszę terapię całkiem dobrze wizyty w klinice zostały zredukowane do jednego razu w tygodniu... Juz nie muszę się tam stawiać codziennie i mam nadzieję, że tak do rezonansu już zostanie. A ten zbliża się coraz szybciej. Zaczął się 3 tydzień terapii a pierwsze skany mam mieć robione po 8 tygodniach. Więc za około 5 tygodni pierwsza chwila prawdy. Mam nadzieję, że nie wypowiedziałam tego w zła godzinę ...
Kolejna wizyta w piątek i kolejny wlew ... Mam nadzieję , że i ten zniosę tak jak pierwszy czyli rewelacyjnie.
Ale tfu ... tfu ...
Pomimo wszystko , że tylu wspaniałych ludzi wokół mnie się troszczy dzisiaj łezka strachu poleciała ...
Staram się jak mogę odganiać złe myśli, ale czasami jest to naprawdę bardzo trudne.
Jeszcze ta tęsknota ... Kiedy rozmawiam z Tatuśkiem , z Hubciem, z Bączkiem czy z kimkolwiek z moejj rodziny jest niesamowita radość ale potem za chwilę ściska w gardle ...
No ale trzeba być silnym, nie mam innego wyjścia ...
Najważniejsze , że kryzys minął
Więc ponawiam CHWILO TRWAJ !!!!

wtorek, 12 lutego 2013

[ 58 ] POD GÓRKĘ ...

Cóż sprawdza się stare przysłowie " Nie chwalmy dnia przed zachodem słońca "
Wszystko szło ładnie pięknie , aż wczoraj po południu prysnęła bańka mydlana ...
Przyszedł kryzys...
Słabość, niemoc mnie dopadła, nudności, które wyłączyły z życia na jeden dzień. 
Przespałam cały wczorajsze południe, całą noc i cały dzisiejszy dzień ...
Za bardzo się cieszyłam, że wszystko idzie zbyt gładko, bo naprawdę szło ...
Nawet wczorajsze wyniki krwi to potwierdziły , bo jak rzekła moja Pani Doktor są super !!!
No i proszę po przyjeździe do " naszego przyszywanego " domku nagły zwrot akcji.
Teraz jest o niebo lepiej, ale co dało popalić to dało ...
No ale i tak się trzymałam, na tą ilość leków, którą przyjmuje było dobrze... bo przyjąć dziennie 35 szt. tabletek, wziąć jedną serię chemii i jeden wlew dożylni kolejnego leku to i tak było super !!!
Teraz jest już lepiej, a mam nadzieje, że jutro będzie jeszcze lepiej...
Musi być ...
Zresztą tyle dobrych houstońskich duszyczek nade mną czuwa... że po prostu nie ma innej opcji ...
Zbieram się pomału do kupy...
No bo jakie inne wyjście ???

sobota, 9 lutego 2013

[ 57 ] I PO WLEWIE ...

No to poszło !!!
Kolejny etap terapii i podanie wlewu dożylnego...
Trwało to ponad dwie godziny i jak na razie oczekiwanych skutków ubocznych brak !!!
Ale jak miło przyjmuje się lek kiedy nad głową wiszą zdjęcia osób , które zostały w klinice wyleczone !!!


Ja to chyba jakaś potyrpana jestem :-)
Ale mam swoją teorię na ten temat !!! To NIECHCIANY GOŚĆ wszystko pochłania i małe resztki zostają tylko w organizmie :)
No wiem , wiem ... sił nie mam za dużo, ale wszyscy włącznie z lekarzami i ze mną na czele byli przekonani, że będzie gorzej.
No ale cóż Jego wycieczka za totalną darmochę właśnie tutaj za oceanem się skończy i jak powiedziała moja Gusia wysadzę go tu na przystanku i do domu wrócę juz sama i tego się trzymam ...
Dzisiaj mija 5 pełny dzień terapii ...
Nawet nie wiem kiedy ... Minął dokładnie tydzień odkąd przyleciałam !!!
Ale jak ??? 
Kiedy to minęło ??? 
Tyle się dzieje, że nie nadążam ... 
Ale nie ma co narzekać tyle na to czekałam !!!
Dzisiaj trochę ścisnęło mnie za serce ...
Tęskno mi potwornie ...
W dodatku dzisiaj Aga musiała wracać do domu ...
Ale trzeba walczyć dalej ...